| dallas, teksas, czyli kolejny niby-blog |
|
________________________________________________________________________________________________ dobrowolne i swiadome zeslanie bedzie na poczatek tu
-tu jest: Najswiezszy wpis dallas 11.08.2008 ...moze zaczne podobnie jak osiem miesiecy temu.....: siedze tu od pieciu dni. pracuje w pocie czola. po pracy staram sie zwiedzac, ogladac, poznawac. i tak sobie pomyslalem, ze fajnie by bylo jakby mnie ktos odwiedzil.... zatem: zapraszam do dallas !!! zapewnie nocleg i swoje towarzystwo, role przewodnika i kompana do odkrywania tajemnic tego miasta, tego stanu, tego kraju a jest tu inaczej niz w europie, afryce, czy azji- swiat troche taki jak na filmach. nieustannie konfrontuje sie swoja wiedze z kina i telewizji z tym co sie widzi. mam wrazenie, ze texas jest bardzo wzorcowy. sa tu wszystkie najbardziej typowe zjawiska i zachowania jakie mozna znalezc w USA. czyli jest to przede wszystkim bardzo 'samochodowy' stan - szerokie ulice, duzo parkingow, ogromne autostrady i przestrzenie. wszedzie daleko - z perspektywy pieszego oczywiscie... dosc zwykla ulica: dallas 12.08.2008 zarowno rosjanie jak i amerykanie maja chyba jakies kompleksy. tu wszystko jest duze - nawet zbyt duze. tak samo jak w rosji jest pelno monumentalnch budowli. ta przesada jest we wszystkim. chocby pudelko lodow, ktore w polsce standardowo ma litr to tutaj ma juz okolo 1,7 litra. sa wielkie ulice i skrzyzowania, wielkie kina i centra handlowe, ogrmone parkingi. ta 'przesada' czasami jest meczaca /malych pudelek w sklepach raczej nie ma i ciezko kupic male opakowanie platkow owsianych/, ale takze jest wygodna /z parkowaniem problemu jeszcze nie mialem/. no a samo Dallas? tez jest jakies takie przerosniete - ma 1,2mln mieszkancow, ale to tylko w granicach administracyjnych, ktore nie wiadomo gdzie sa? natomiast jako metropolia ma ponad 6mln mieszkancow. cignie sie na blisko 80km -innymi slowy przejechanie od terenow typowo wiejskich przez miasto do kolejnych terenow wiejskich to wyprawa nader powazna i daleka. na szczescie maja wielkie autostrady, obwodnice itp i to ich ratuje. dallas 13.08.2008 jest goraco - temperatura nie spada ponizej 26 stopni C. tzn jak juz sie ochlodzi nad ranem, to wtedy jest te 26 stopni. poza tym jest cieplej. w dodatku jest wysoka wilgotnosc. normalnie jak w afryce rownikowej. na najbizsze dni przewiduja w dzien ponad 100 stopni F. przestawic sie na ta skale nie moge. wzor na przeliczenie jest taki: temperatura Celsiusza = (5/9) * (temp Fahrenheita - 32) i te odejmowanie to mi jeszcze jakos wychodzi w tych temperaturach ale pomnozenie czegos przez 5 i podzielenie potem przez 9 mnie rozwala. zatem po prostu skupiam sie na odczuciach....czyli.... jest goraco ps. a asfalt w tych temperaturach im sie nie topi pod kolami samochodow, bo tu nie ma asfaltu - wszystkie drogi sprawiaja wrazenie jakby z betonu byly wylane. dallas 14.08.2008 lubie jezdzic samochodem - nawet bardzo lubie. ale jak mam jezdzic wszedzie tak jak tutaj, to cos sie we mnie zaczyna buntowac. a jestem tu dopiero tydzien. do pracy samochodem, do sklepu samochodem, do banku, na kawe, na obiad ...no po prostu wszedzie. moze sie przyzwyczaje - na razie przechodze nieznaczny wewnetrzny bunt. no ale to nie przeszkadza mi zachwycac sie autostradami i iloscia drog - kiedy oni to zdazyli wybudowac? 'freeway' nr 75 nie dosc ze te autostrady sa szerokie to jeszzce na terenie metropolii wzdluz nich sa po dwa trzy pasy takie ze zwyklymi skrzyzowaniami - w sumie jest obok siebie jakies 16 pasow. ujmujace.... a teraz cos co mnie bawi chyba najbardziej w wyjazdach do innych krajow, czyli odkrywanie roznic w widzeniu swiata: mam w samochodzie nawigacje z GPSem - bardzo pomocne jak na poczatek w tak rozleglym miescie. w ktoryms momencie odkrylem ze proponowana droga przez ten nawigator jest, mowiac delikatnie, dziwna. po prostu bylem kierowany po dluzszych odcinkach niz sam bym wybral. zaczalem sie temu przygladac - czasami trasa byla oczywista, a czasami jakos tak dookola. no i znalazlem rozwiazanie dosc niesamowite: urzadzenie jest nastawione tak, zeby kierowca nie musial za wiele skrecac w lewo. bezpieczenstwo i uproszczenie(?) jezdzenia kosztem dluzszej trasy. benzyna jest tania wiec nikt chyba przeciw takiemu czemus sie nie burzy. mimo ze droga potrafi sie przez to wydluzyc nawet o kilka kilometrow. dallas 15.08.2008 trafilem na informacje ze dallas jest jednym z najbardziej handlowych miejsc w stanach. cos w tym jest. miasto jest pociete na 'kwadraty' siatka szerokich ulic. wewnatrz tych 'kwadratow' sa osiedla mieszkalne a na przecieciu ulic centra handlowe - duze lub bardzo duze. srednio raz na 2 kilometry jest jakis duzy sklep lub kilka duuuzych sklepow (male rzeczy w ogole nie sa tu modne wiec i malych sklepow nie ma) zeby bylo jeszcze wieksze urozmaicenie to zdarzaja sie tez hiper ogromne centra handlowe - ja je przynajmniej tak widze. jedno z tych najblizszych mojego mieszkania ma zgromadzonych pod jednym dachem kilka wielkich domow towarowych, kino, restauracje i galerie handlowa - wszystko to ma dlugosc ponad 700 metrow! wokol sa tez 'mniejsze' sklepy z elektronika, meblami, ciuchami....no ze wszystkim. lacznie ten obszar ma dlugosc i szerokosc okolo 1,5km - masakra. bez samochodu nawet przejscie miedzy tymi sklepami moze byc problemem (dlatego ze goraco i dlatego ze ruch pieszy w takich miejscach nie istnieje) Stonebriar Mall - ciezko pokazac ze jest to wielkie centrum handlowe...ale to jest wielkie centrum handlowe :) (6 wielich sklepow, kino na 24 sale, lodowisko, galeria handlowa. co ciekawe nie ma tam sklepu spozywczego - to glownie ciuchy, kosmetyki, elektronika, jakies dodatki) dallas 16.08.2008 dzis dzien pracujacy - w projekcie w ktorym pracuje jest zajecie non-stop wiec zaleznie od podzialu pracy czasami pracuje w sobote, czasami na popoludnie, a czasami w nocy lub normalnie - ciekawe czy organizm w koncu mi oszaleje przez te zmiany? dallas 17.08.2008 znowu praca ...ale wieczorem pierwszy znaczacy kontakt z kuchnia meksykanska... 'Mi Cocina' - knajpka w ktorej kelnerzy nie bardzo znaja angielski co ma swoj urok jak sie zamawia 'fajitas'. urok znika jak trzeba sie skomunikowac po angielsku - pan spytal mnie jaka chce tortille /co z trudem zrozumialem/ - a on z kolei nie zrozumial mojej odpowiedzi. zaczalem sie podejrzewac o zla wymowe, ale z kazdym kolejnym zdaniem okazywalo sie ze hiszpanski jest tego kelnera kluczowym jezykiem do porozumiewania, a angielski jest troche przymusowy. to wlasnie ta restauracyjka: a jedzenie smaczne bylo. no i jak kaze tradycja amerykanska bylo go duzo - wlasciwie zbyt duzo. przy sasiednim stoliku pan poprosil o pudelko i wszystko czego nie zjadl od razu mu zapakowano. pragmatyzm amerykanski. dallas 18.08.2008 kino - kochamy kino, prawda? usa traktuje kino jako czesc wielkiego przemyslu co ma swoje dobre i zle strony. dobra to taka na przyklad ze kin jest bardzo duzo: male studyjne, sa tez takie dla mniejszosci narodowych, jak i wielkie multiplexy. w calej metropolii jest ich kilkadziesiat. tak jak pisalem jest obok miejsca gdzie mieszkam takie 24 salowe. nie rozni sie niczym od tych naszych polskich ...no poza wielkoscia i tym ze miejsca nie sa numerowane. popkorn kroluje. reklamy oczywiscie tez sa przymusowo conajmniej przez 15 minut. w 1968 roku amerykanie powolali komisje ktora dziala do dzis i ocenia czy film nadaje sie dla dzieci, mlodziezy czy tez nie? kazdy film dostaje jedna z pieciu ocen: no i ta pozornie blaha ocena potrafi niesamowicie wplynac na film. bo - przypominam - w usa kino to przemysl wiec kasa to podstawa...: niedlugo do kin wchodzi film pt. 'Babylon A.D" Mathieu Kassovitz'a. ma on wycene PG-13 i trwa 90 minut. ten sam film w europie bedzie trwac 101 minut. to jakies kino akcji z duza iloscia wybuchow i efektow specjalnych. taki film musi sie conajmniej zwrocic dlatego producenci wycinaja z filmu wszystko co moze sprawic ze wycena bedzie 'R' lub 'NC-17' bo wtedy odpada duzy procent widzow. w europie takich ostrych kryteriow nie ma wiec film jest 11 minut dluzszy. szczyt wszystkiego....! a w kinie bylem na "Pineapple Express" Davida G. Green'a - 5 miejsce w najpopularniejszych filmach ostatniego tygodnia /wycena 'R' wiec czas projekcji w ameryce i w europie bedzie taki sam/. recenzje ma bardzo pozytywne, widzowie wpadaja w zachwyt. sie skusilem. w zachwyt jednak nie wpadlem - jakis taki niewiele wnoszacy ten film. nie nudzilem sie ale po wyjsciu nic we mnie nie zostalo poza jedna scenka.... wiec skad ta popularnosc? roznica w mentalnosci mojej i amerykanow? premiera polska jest 24 pazdziernika - jak chcesz czytelniku to sam ten film ocen ...ale mysle ze beda w tym czasie ciekawsze filmy. dallas 19.08.2008 jest 7h przesuniecia wzgledem PL - tzn jak jest 17.00 w PL to w Texasie jest 10.00 rano. jak do tego doszla mi ostatnio praca w nocy to juz calkowicie wszystko mi sie kreci. czesc zegarkow przestawilem, a czesc pokazuje nadal czas polski. chyba sam sobie cos skomplikowalem.... dallas 20.08.2008 ogolne wrazenie jest takie, ze malo tu pomnikow 'ku czci kogos lub czegos' a duzo rzezb 'ku uciesze'. dominuja krowy. czasami stoi taka krowa przy skrzyzowaniu ot tak sobie - jedna, samotna. czasami sa ze trzy + kowboj je poganiajacy. zabawnie to wyglada. najwiecej ich jest w 'parku pionierow' - stado ponad 30 sztuk rogacizny. fajny pomysl. pilnowane sa przez trzech kowbojow - znaczy sie: pastuchow - na koniach. w ramach tej tendencji do realizmu widzialem tez graczy w polo na koniach (skala 1:1) i pojedyncze postacie ludzi siedzacych na lawkach. no ale jest tez solidna abstrakcja wielkoformatowa - jakies kolorowe konstrukcje z szyn o wysokosci kilku metrow. i co mi sie podoba te rozne rzezby sa postawione dosc rownomiernie w calym miescie. czasami na zwyklym osiedlu, na jakims skwerku, czy przy skrzyzowaniu ulic. no ale przeciez musza jakos upamietniac swoich ulubionych, prawda? no i sa to glownie nazwy drog, skrzyzowan, budynkow. tak wiec jako, ze ameryka wydaje sie byc dumna z wlasnych przydentow to sa tu autostrady: Lyndon B. Johnson'a i George Bush'a. budynki John F. Kennedy'ego itd. zreszta Kennedy jest troche wyjatkiem. jest w centrum dallas pomnik ku jego czci. (przedstawia sciany miedzy ktore mozna wejsc i czuc sie odseparowanym od miasta i 'wyciszonym' - chyba nikt tego miejsca tak nie wykorzystuje) sa tez nazwy dzielinic i hrabstw pochodzace od nazwisk zalozycieli miasta i tworcow niepodleglosci texasu. no wlasnie - bo ten texas to ma kawal historii. dallas zostalo zalozone w 1841roku - no jak na stany to jest cos! dallas 21.08.2008 niepelnosprawni maja tu zecydowanie lepiej niz w PL. swietne to jest. jest po prostu normalniej. przed tymi wielkimi sklepami jest conajmnniej kilkadziesiat miejsc parkingowych dla inwalidow polozonych jak najblizej wejscia. sa tez specjalne przyciski do otwierania drzwi tak zeby ktos jadacy na wozku nie mial z tym problemu. wszedzie tez sa podjazdy - choc wiekszosc budynkow w ogole nie ma zadnych progow ani schodkow na najnizszej kondygnacji. dzieki temu jest zdecydowanie wiecej niepelnosprawnych osob na ulicach - powiem jeszcze raz: jest po prostu normalniej. w tv wiekszosc kanalow ma napisy ktore mozna wlaczyc w dowolnym momencie. wszystkie filmy i programy rozrywkowe maja te napisy przygotowane. ba! nawet programy, ktore sa 'na zywo' - jak chocby programy informacjne - tez maja te napisy. pojawiaja sie z pewnym opoznieniem (zapewne zeby mial ktos lub cos szanse przerobic tekst z mowionego na piasny) ale jednak sa! no robi to wszysto wrazenie. warto tez tu wspomniec, ze niepelnosprawnosc jest w duzej mierze w tym kraju spowodowana otylscia. duzo ludzi widac z nadwaga. hmmmm... to zbyt delikatne slowo. nadwaga bywa monstrualna. czasami nawet u dzieci. przerazajace. dallas 22.08.2008 poszedlem do sklepu, zeby kupic tequile i zrobic 'margarite' - drink ktory wg roznych opowiesci powstal albo w mexyku albo w texasie - tak czy inaczej w tych rejonach wiec uszanowac tradycje nalezy wlasciwie. wchodze do jednego sklepu, a tam wina przerozne i piwo, jade do 2giego - to samo. jade do trzeciego (uparlem sie ze znajde ta tequile) i znowu to samo. pytam kasjera o co tu chodzi, a on mi mowi, ze w calym hrabstwie nie mozna kupic mocnego alkoholu - taka polityka trzezwosci. ale pokazal mi gdzie znalezc wlasciwy sklep potem wszedlem na internetowe strony miejscowych wladz lokalnych i znalazlem niesamowita ilosc materialow na temat trzezwosci i przepisow postepowania. az niesamowite bo np radza tam: -nie podawac alkoholu dwie godziny przed koncem imprezy -na imprezie jak gosc duzo pije to nakarmic go czyms pozywnym i podawac slabe niegazowane drinki i wplynac na niego w rozmowie zeby przestal -na poczatku imprezy zebrac kluczyki od gosci zeby musieli spytac o nie przed wyjsciem i miec w ten sposob dodatkowa osobe jako arbitra trzezwosci lista podpowiedzi jest bardzo dluga - kawal inwencji... a co sie przez ta polityke najezdzilem po miescie w poszukiwaniach to zaliczylem do etapu 'poznawanie miasta' dallas 23.08.2008 nocna zmiana od 00:30 do 08:30 - pirwszy raz w zyciu tak pracowalem. tydzien takiej pracy tak potrafi skomplikowac zycie ze tydzien przelatuje prawie niezauwazony a potem po prostu pol soboty znika. obudzilem sie o 16:30, nim sie umylem i dobudzilem, to byla juz prawie 18.00 - czyli na kolacje zjadlem sniadanie. zreszta tak bylo przez caly tydzien bo na sniadanie byla kolacja :) dallas 24.08.2008 szukam tu amerykanow - no i nie jest prosto. jak tak siedze teraz w biurze i sie rozgladam to takiego rdzennego pierwotnie (potomka indian) lub rdzennego wtornie (potomka pierwszych osadnikow) amerykanina tu nie ma. hindusi, turek, grecy, pakistanczycy, indonezja, meksyk, chiny, malezja, ukraina, kanada (potomek emigrantow chinskich), itd itd. to byl opis biura klienta. w biurze firmy mojej macierzystej jest prosciej: 80% zatrudnionych reprezentuje indie i pakistan. niedobitki to inne nacje - amerykanskosc dobrze ugruntowana wystepuje na pewno u 2ch osob. dosc malo, prawda? no i zawsze i wszedzie nalezy pamietac ze to kraj bardzo roznorodny i nie wiadomo kto skad pochodzi i z kim sie zadawal. np straznik przy wejsciu (mozna by pomyslec ze amerykanin) zagadnal po polsku. ha! nawet ni z tego ni z owego hindus zaganal po polsku (jak sie okazalo 5 lat siedzial w warszawie) no trzeba byc czujnym i nie mowic zadnych glupot :) i jeszcze dwa przyklady na wielonarodowosc spoleczenstwa: - na lotnisku przyjechal po nas umowiony kierowca - okazalo sie ze to mlody, wyluzowany chlopak: rosjanin. - z okolic dallas pochodzi zlota medalistka olimijska w gimnastyce artystycznej, po prostu lokalna bohaterka - w telewizji pokazywali ja tak czesto ze az do przesady (nawet w trakcie prognozy pogody w rogu ekranu bylo jej zdjecie :) ) - nazywa sie nastia liukin (pierwotnie: anastazia waleriewna liukina urodzona w moskwie) a polacy? tez sa. malo ale sa, bo przeciez polacy sa wszedzie. sa dwa polskie sklepy, jest msza w kosciele po polsku dallas 25.08.2008 kolejna rzecz o jakiej wiedzialem a teraz mialem okazje sprawdzic na sobie: brak chodnikow. sa w centrum i na osiedlach czasami tez - ale juz pomiedzy osiedlami znikaja. pewna naturalna konsekwencja jest tez brak przejsc dla pieszych. tak wiec pieszy nie dosc, ze jest samotny na ulicy (poza centrum) to jeszcze jest dyskryminowany. dziwny kraj. a jak tak sobie chodzilem poznawczo po tych osiedlach (zeby przezyc to tam gdzie sa chodniki) to zauwazylem ze skrzynki na listy sa czesto jakims zaprzeczeniem domow. tzn sa czesto stare , zniszczone, pogniecione a stoja przed wielkimi wypasionymi domami. trawniki jak na polu golfowym (za zaniedbanie grozi mandat!), zadnego papierka, wszystko lsni i pachnie a tu nagle jakis slupek przekrzywiony ze stara skrzynka. moze sentymentalnie wszedzie sie pzreprowadzaja z ta sama skrzynka? (jedna skrzynak na cale zycie :) ) amoze to przypadek byl, albo kilkadziesiat przypadkow (bo tyle tego widzialem)? a moze Ci co roznosza listy i paczki sie wyzywaja na skrzynkach? no nie wiem - ale na najnowszych osiedlach przed domami sa wymurowane schowki - w ten sposob rozwiazali problem ale urok przepadl. dallas 26.08.2008 klimat w Dallas - uproszczenie: 8 miesiecy lata + 4 miesiace wiosny. przy czym lato jest od paskudnie goracego do po prostu goracego, a wiosna od takiej cieplej do przedwiosnia jak jest w pl. nawet czasami snieg im spadnie na chwile. potem od razu sie topi ale kleska zywiolowa juz jest i podobno dwa di wolnego z tego sie robi. ale to tylko anomalie pogodowe. teraz jest gorac i ciagle trzeba podlewac kazda rosline - wieczorami cale miasto wyglada jak obstawione fontannami - kazdy trawnik jest automatycznie podlewany. a moze cale dallas takie nie jest? na pewno tak wyglada cale centrum i polnocna czesc. musze znalezc jakies biedniejsze dzielnice, takie bardziej ludzkie bo tu az za sterylnie jest i dosc bezludnie (tych co sa w samochodach oczywiscie nie licze) dallas 27.08.2008 przewodnik po dallas podaje jako jedna z atrakcji tzw 'farmers market'. jest to fajny przyklad na to jak ameryka inaczej postrzega swiat. inaczej niz my, bo dla nas to zwykly rynek - rolinicy przyjezdzaja i sprzedaja swoje towary. owoce, warzywa, miod, jakies wazony, roslinki itp. no rynek i tyle. roznica polega na tym, ze klienci przyjezdzaja samochodami i staja wlasciwie naprzeciw straganow. dla amerykanow taki rynek to cos nietypowego - a dla mnie najwiekszy folkor tego miejsca to podpisy - np "swieze pomidory z tenneesse", "mango prosto z meksyku" albo "organiczna teksanska papryka". wlasnie! i w tym jest waga tego miejsca i powod opisu jako atrakcji - tu chodzi o jedzenie! tu prawdopodobienstwo znaleznienia zdrowej ("organicznej") zywnosci jest bardzo duze dlatego to taki wazny punkt miasta. rynki takie jakie znamy tu za czesto nie wystepuja, a problem z jedzeneim jest potezny....ale o tym w innym odcinku. dallas 28.08.2008 dzis przeprowadzka - zmiana hotelu, rozne formalnosci, no brak czasu poza praca = zapiskow brak. a w koncu w pracy sie pracuje, wiec ...zapiskow brak. dallas 29.08.2008 znalazlem w koncu dzielnice daleka od tej sterylnosci jaka jest w calym polnocnym dallas - to dzielnica meksykanska i dzielnica z ambicjami artystycznymi. jest dziko i barwnie. w meksykanskiej sa male sklepy pelne towarow opisanych tylko po hiszpansku i znudzeni meksykanie rozgladajacy sie z zaciekawieniem co 'gringo' robi w ich dzielnicy? a dzielica artystyczno-rozrywkowa ma duuuuzo duzo barow, pubow i restauracyjek , jakies galerie czasami i duzo fajnego chaosu. az wierzyc sie nie chce, ze nieporzadek moze tak cieszyc. nawet paier na ulicy ma swoj urok po tych az za czystych przedmiesciach w ktorych mieszkam ulica w dzielnicy meksykanskiej: dallas 30.08.2008 taka ciekawostka: zalatwiajac tu niektore sprawy w urzedach trafilem na strony internetowe z najpopularniejszymi imionami. mozna bylo sprawdzic przedziwne zestawienia - np. jaki procent nowourodzonych dziewczynek ma na imie Elzbieta, itp. moze to pomaga rodzicom w ustaleniu jakie imie jest modne, lub co zrobic zeby potomek mial bardzo niepowtarzalne imie? w roku 2007 wygladalo to tak: najpopularnieksze imiona nowonarodzonych dziewczynek 1 Emily 2 Isabella 3 Emma 4 Ava 5 Madison 6 Sophia 7 Olivia 8 Abigail 9 Hannah 10 Elizabeth i najpopularniesze imiona chlopakow 1 Jacob 2 Michael 3 Ethan 4 Joshua 5 Daniel 6 Christopher 7 Anthony 8 William 9 Matthew 10 Andrew (tu jestem zaskoczony popularnoscia mojego imienia) dallas 01.09.2008 jakos tak calkowicie naturalnie to co sie widzi w stanach porownuje sie z wiedza jaka mamy z filmow. niektore rzeczy sie sprawdzaja a niektore nie. na przyklad w filmach jak kilku ludzi jedzie winda to wszyscy stoja twarza zwroceni do drzwi. juz myslalem ze to element kultury, ale to chyba taki zabieg czysto filmowy bo w praktyce calkowcie sie to nie sprawdza. kazdy stoi jak chce i gdzie chce - no normalnie jest po prostu. ZALEGLOSCI uzupelniane od grudnia: dallas 02.09.2008 a o tym slyszalem nie raz.... weryfikacja: tak- faktycznie amerykanie (nie wiem czy zawsze ale na pewno bardzo czesto) najpierw kroja cos na talerzu, potem odkladaja noz i jedza samym widelcem. zabawnie to wyglada. wydaje mi sie to bardzo charakterystyczne dla amerykanow - upraszczaja wszystko w zyciu jak tylko to mozliwe. a jednka czuje za kazdym razem jak to widze jakas wyzszosc kultury europejskiej. o! skoro juz o jedzeniu mowa - obserwowalem pania - taka matke amerykanke ze znaczna otyloscia. widzialem ze zamawia w restauracji mniej wiecej to co ja - ja stek, ona stek. ja frytki - ona frytki. podobnie duze kubki z piciem. nawet pomyslalem przez chwile ze tez wpadne w solidna otylosc skoro jemy podobnie. i ona nagle zaczela dosladzac coca-cole. najpierw jeden slodzik, potem drugi, trzeci, czwarty. normalnie mnie to poruszylo. niby zwykla rzecz, ale coca-cola jest lepka od slodyczy juz z wygladu. jaki ona musi miec magicznie przestawiony metabolizm skoro tak dosladza rzeczy slodkie. z mojej perspektywy to, mowiac delikatnie, bardzo dziwne. acha! i nie byl to pojedynczy przypadek jaki widzialem. dallas 03.09.2008 USA to kraj samochodow. zatem male spojrzenie na benzyne. jak widac na zdjeciu na zwyklej, najzwyklejszej stacji benzynowej paliwo za wiele oktanow nie ma. zupelnie podobnie jest w azji srodkowej. nie ma tez paliwa do silnikow diesla. jak juz jakas stacja go oferuje to reklamy sa widoczne z daleka. no taka kultura i juz. i niby nikt tu sie nie przejmuje cenami, niby nikt nie wie jaka jest pojemnosc silnika ... a jednak zachwianie cen daje o sobie znac. na przyklad kazda reklama samochodu jako glowna informacje daje spalanie - obok obrazka samochodu jest zazwyczaj wielkimi literami napisane ile mil moze przejechac on na jednym galonie /taka tu jest norma podawania danych/. natomiast z naszej, polskiej, perspektywy patrzac to jest tu tanio - nalac pelen wielki bak i zaplacic mniej niz 70pln to po prostu rewelacja. samochod ile by nie palil jest w USA najtanszym srodkiem transportu. a! i jeszcze jedno - wlasciwie 99% stacji benzynowych jest w pelni samoobslugowych - tzn w dystrybutorze sie przeciaga karta platnicza/kredytowa - czeka na akceptacje z banku i potem nalewa. krotko mowiac bez karty platniczej ciezko tu sie zyje, bo te stacje z zywa obsluga to tylko jedna na sto :) dallas 04.09.2008 no musialbym troche popodrozowac w inne konce tego kraju zeby miec pelny obraz. bo mowic, ze 'jest tu taka zasada' i miec na mysli 300 milionow ludzi rozrzuconych na polowie kontynentu to jednak przesada. ale ze lubimy czasami uogolnienia to przedstawie jedno z nich: jest tu duze zaufanie spoleczne objawiajace sie w wielu dziedzinach zycia. no mnie to dziwi, bo jestem chyba dosc nieufny, albo ktos we mnie ta nieufnosc wbil. w polsce sa czasami reklamy lub porady o tym ze gdy placimy karta kredytowa to nie powinnismy nawet na chwile spuscic tej katy z oka. w stanach daje sie karte /czy to placac za kawe, czy tez za drogi sprzet elekroniczny/ i ta karta gdzies znika na zapleczu. po chwili wraca i klient nawet czesto nie bierze pokwitowania. ujmujace zjawisko. innym przykladem tego zaufania jest /tak slyszalem/ pelne przekonanie, ze jak cos sie robi zgodnie z prawem to jest sie bezpiecznym. czyli na przyklad jadac ulica na zielonym swietle nawet nikt katem oka nie zerknie czy dzieciak jakis nie wybiega na droge, lub czy jakis samochod nie nadjezdza z boku mimo ze ma czerwone swiatlo. u nas to tzw zasada ograniczonego zaufania - w USA jest pelne zaufanie czego skutkiem sa niesmowite stluczki - no masakra po prostu, bo samochodu uderzaja w siebie z duza predkoscia. po prostu kierowcy nie spodziewaja sie jakiegokolwiek zagrozenia. i jeszcze ciekawostka dotyczaca tego tematu: w pewnym momencie gdy placilem w sklepie karta ekspedientka az sie usmiechnela z wrazenia i powiedizala 'o moj boze - masz podpisana karte - to rzadkosc!' dallas 05.09.2008 jakos tak myslalem, ze IKEA w ramach globalizacji wszedzie nazywana jest IKEA. okazuje sie ze amerykanie zangielszczyli nazwe i wymawiaja: "ajkija" - za kazdym razem usmiecham sie jak to slysze :) oklahoma 06.09.2008 w ramach glodu poznawania swiata trafilem do sasiedniego stanu. do oklahomy, a dokladnie do stolicy, czyli oklahoma city. pomysl byl taki: wsiasc w samochod i jechac (prawie) bez konca. prawie - bo okazalo sie ze tylko 3h drogi i juz mam inny stan, inna flaga powiewa na masztach, inne rejestracje samochodow, inne podatki stanowe itd. no i od razu byl tzw 'zimny prysznic': nazwa miasta fajna, jakos budzaca nadzieje na wyglad miasta, na hstorie ktora gdzies cos po sobie zostawila... ale to jakas dziura zabita dechami! no doba, ta 'dziura' ciagnie sie i ciagnie. dojazd od obrzezy do 'downtown' to kilkanascie kiometrow. jednak tu wszystkie miasta tak wygladaja. po dojechaniu do centrum zaskoczenie jest duze. kilka niezbyt ladnych wiezowcow /pamietajmy ze czesto budowane w latach '60-'70 albo i wczesniej zdazyly stracic swoja swietnosc/ i jakby koniec. no nie wiadomo gdzie sie ruszyc, bo wrazenie jest takie ze wlasnie sie zobaczylo cale miasto w trakcie dojazdu i nigdzie nie ma nic przyciagajacego. niby Oklahoma City ma 500tysiecy mieszkancow a ludzi na ulicach nie widac, czyli podobnie jak w Dallas. ciezko wiec bylo spytac kogos o ladne miejsca, o to czy gdzies jest jakis deptak, fajny park itd. na szczescie po przejsciu kilku przecznic znalezli sie taksowkarze - kilku arabow i kilku murzynow. przez chwile problem taktyczny, bo niby murzyni sa tu bardziej 'miejscowi' ale za to maja taki akcent i uzywaja slang, ze mozna ich nic nie zrozumiec. za to arabowie to zazwyczaj niedawna emigracja wiec slabo znaja miasto. wybor padl na arabw. od razu zaproponowali przejscie na jezyk francuski. mieszanki narodowosciowe mnie tu ciagle zaskakuja. pozostajac jednak na rozmowie po angielsku okazalo sie ze istnieje cos takiego jak Bricktown - taka dzielnica, gdzie bary i sport i knajpki i sklepy - no gdzie normalne zycie jest a nie tylko biura lub domy na miejscu /10 minut pieszo/ okazalo sie ze to odrestaurowane stare magazyny i budynki przemyslowe - w duzej mierze zbudowane z cegly. faktycznie zrobilo sie milej, przyjazniej dla oka. ale ludzi nadal nie bylo - chyba po prostu za goraco. poniewaz w stanach panuje monumentalizm wiec wiele budynkow jest zby duzych, zbyt ciezkich - po prostu nieladnych, dlatego 'ceglane miasto' bylo fajnym pomyslem ale jak widac musieli amerykanie do takich rzeczy drosnac bo powstalo ono dopiero jakies 10-15 lat temu reasumujac centrum Oklahomy to fajny park (przyroda zawsze wygrywa :) ) dosc mile, ale nie rewelacyjna czesc ceglna miasta i zupelnie standardowa czesc z wiezowcami, ktora w upalna sobote byla wrecz odrzucajaca, bo zupelnie pozbawiona ludzi. pewna ciekawostka jest pomnik poswiecony ludziom ktorzy zgineli w ataku bombowym w chyba 1995 roku - zawalil sie wtedy budynek federalny - pierwsza akcja Al-Kaidy. fajny pomysl na pomnik - nowoczesny, ascetyczny, silny w wyrazie. no i cynicznie patrzac wychodzi na to, ze gdyby nie tragedia, to sztuka by nie zaistniala w tym miescie... moze przesadzam - na szczescie jest jeszcze uniwersytet ze swietnym pomyslem. oklahoma 07.09.2008 zjawiskiem naturalnym w duzych miastach USA jest solidny duzy stadion nalezacy do uniwersytetu. stadion do footbolu amerykanskiego oczywiscie. oklahoma wyjatkiem nie jest. skad taki pomysl, zeby sport byl obok szkol wyzszych? nie wiem - moze kazdy sportowiec musi miec status studenta? raczej chodzi o podatki albo o jakas tradycje.no jakos tak im to wychodzi i juz. stadiony sa wilekie /wysokie/ i dobrze sluza jako punkt orientacyjny (brzmi to jakos tak negatywnie, ale nie znaczy to ze jestem wrogiem tego sportu i nie obchodzi mnie jak studenci amerykanscy robia kariere w sporcie .... po prostu jakos tak jeszcze tam nie trafilem i nie moge sie wczuc w ogolnonarodowa pasje). stadiony przy uczelniach to standard - natomiast swietnym i bardzo oryginalnym i madrym pomyslem jaki tam znalazlem byly rzezby. po calym terenie uniwersytetu byly rozstawione rozne rzezby - troche abstrakcji, troche naturalizmu, lepsze i gorsze pomysly -ale zaciekawialy bardzo! kazda z nich to pamiatka po absolwentach jakiegos rocznika. obok nich dyskretne tabliczki z podziekowaniami dla profesorow, opiekunow roku itp. fajny pomysl, prawda? nie lubie za bardzo pomnikow ku czci i chwale, a bardzo lubie rzezby. oj bardzo, wiec zachwycalem sie ile wlezie. chodzac miedzy budynkami znalazlem ich jakies 20 - jak w galerii sztuki ta rzezba na zdjeciu po prawej ma tytul: 'plotka'. a tematyka? jest roznorodna, ale dominowaly figury indian - wojownicy, matki czekajace na dzieci, mysliwi. wlasciwie ma to sens: oklahoma to niegdysiejsze krolestwo apaczow i symbolika, nazwy, postacie indian sa wlasciwie wszedzie... i ...az sie nie moge powstrzymac zeby tego nie napisac: amerykanie najpierw wytepili indian /eksterminacja 70% ludnosci/ a potem zaczeli do nich tesknic, szanowac pamiec, i ustanawiac swieta. obluda straszna. najwieksze amerykanskie swieto to swieto dzienkczynienia /wazniejsze niz boze narodzenie/ a to pamiatka dnia w ktorym wygladzeni kolonisci dostaja od tubylcow indyki zeby mogli przetrwac zle czasy. upraszczajac: jak juz osadnicy oswoili wschodnie wybrzeze, to ruszyli wglab ameryki i zaczeli tepic ludzi ktorzy im pomogli. normaknie az niesamowite to wszystko.
dallas 08.09.2008 alez tu goraco - efekt jest taki, ze ludzie w miare mozliwosci nie pokazuja sie na ulicach. wszystkie samochody szczelnie pozamykane, bo dziala klimatyzacja /jestem wyjatkiem, bo wymyslilem sobie, ze jak co chwile bede zmieniac temperature z 20 stopni C na ponad 30 i znowu 20 to w koncu sie rozchoruje - nie wiem czy to ma sens, ale na razie jestem zdrowy/. zwierzeta tez gdzies sie pochowaly - wlasciwie widac tylko ptaki. zazwyczaj siedza pod samochodami. krotko mowiac: zeby tu zobaczyc dzika zwierzyne latajaca trzeba spojrzec pod podwozie samochodu:) dallas 09.09.2008 poza centrum miasta jest niska zabudowa. tylko 'downtown' ma wiezowce, tylko tam sa budynki scisniete na malym obszarze. cala reszta miasta sprawia wrazenie rozciagnietej do granic mozliwosci. struktura wyglada tak: ulica /lub bardzo szeroka ulica/, nastepnie trawnik, krzaki lub drzewa, znowu trawnik, parking, parking, parking i w koncu budynek. w efekcie wszystko jest daleko od drogi i jak sie nie zna danego miejsca to latwo sie zgubic. no brak charakterystycznych punktow. jednak sa wieze cisnien takie jak na zdjeciu. sa solidnie duze i bardzo 'wystaja' ponad otoczenie. kazda jest podpisana nazwa miasta/dzielnicy. i mimo ze nie sa moze zbyt atrakcyjne wizualnie , to bardzo pomagaja. kilka razy mi pomogly. (najgorzej jest jak bedac zagubionym odnajdzie sie juz taka wieze , przeczyta nazwe i nic... zadnych skojarzen - pozostaje wtedy tylko pomoc kogos kto ma mape :) ) dallas 10.09.2008 trzeba pielegnowac w sobie dziecko. podobno :) a czy jest lepszy sposob, zeby wrocic do dziecinstwa niz wizyta w wesolym miasteczku? /pytanie retoryczne - tak mi tu pasowalo ...i lepiej na nie nie odpowiadac ;) / najslynniejszy jest oczywiscie disneyland, ale jest na tyle daleko, ze nie wchodzil w gre. natomiast pomiedzy dallas i fort worth zbudowano cos o nazwie 'six flags over texas'. no nazwa wprost tragiczna - nie przyciaga i slaba do zapamietania. ale jak sie wczytalem to okazalo sie, ze istnieje duza ...ba! swiatowa nawet...siec parkow rozrywki o tej nazwie. tylko ze oczywiscie bez tego dopisku '..over texas'. po przygotowaniu teoretycznym, rzuceniu okiem na reklamowke ("najlepszy, najwiekszy, najbarwniejszy" - boski po prostu) nie pozostawalo juz nic innego jak tylko przekonac sie empirycznie co ma w ofercie. amerykanie staraja sie upraszczac wszystko wiec dojazd byl bardziej niz prosty: najpierw autostrada nr 75, potem w centrum przeskok na autostrade nr 30, a nastepnie skreca sie w ulice o nazwie "six flags" i nia dojezdza na wielki, naprawde wielki parking. organizacja jest dopracowana. po parkingu jezdzi nawet jakas kolejka zaboerajac przyjezdnych...ale to juz przesada jak na moje :) potem juz tylko szybkie przejscie przez kase /bilety calodzienne - wchodzisz i korzystasz do woli/ i przyjemny dylemat: na co isc na poczatek? to co chyba najbardzziej interesujace to roznego rodzaju kolejki gorskie /roller coaster/- jest ich tu 13. najbardziej rzuca sie w oczy najwyzsza o nazwie Titan. no a ze nie ma sensu za duzo sie zastanawiac, bo potrzeba adrenaliny jest wielka, to jest to jedny sluszny kierunek. im blizej sie podchodzi tym bardziej dociera do mozgu wielkosc - w najwyzszym punkcie ta kolejka wznosi sie na 75 metrow ponad ziemie /jakies 25 pieter/... no i te 75 metrow niby nie jest niczym powalajacym, ale ja osobiscie wykazuje brak zaufania do takich 'zabawowych' konstrukcji stworzonych przez czlowieka. wjezdzajac do gory mozna poznac rozleglosc tego miejsca. w ogole z kazdym metrem mozna zobaczyc coraz wieksze obszary dallas bo plasko tu i nic nie zaslania. jednak swiadomosc ze zaraz bedzie potezny spadek na dol podbija adrenaline i widoki nie ciesza za bardzo. na samym koncu podjazdu wagoniki staja - taki moment zeby kazdy poczul dramatyzm. no dziala to bardzo skutecznie. za bardzo nie ma gdzie uciec i niby kazdy wie, ze to bezpieczne, ze atesty pewnie jakies ma i ze przeciez prawnicy by sie dobrali do wlascicieli gdyby cos sie wydarzylo.... to jednak zostaje taka mala nieposkromiona mysl, ze przeciez raz na milion razy cos sie nieprzwidzianego dzieje :) kolejka rusza. od razu wpada na bardzo stromy zjazd i nabiera predkosc ponad 130km/h. no naprawde robi wrazenie. na smym koncu spadku wpada w tunel - wiekszosc ludzi ktora dla zwiekszenia przezyc miala rece podniesione do gory to automatycznie je chowa. po prostu strop tunelu wydaje sie byc bardzo nisko. caly czas towarzyszy niesamowity i jakze naturalny w tych okolicznosciach krzyk. potem zaket i kolejny zakret, podazd pod gorke i znowu szalenczo na dol. faaaaaajjjjjnnnneeeeeee! przejazd to troche ponad trzy minuty a przezywa sie go caly dzien. Titan jest 8 pod wzgledem wysokosci kolejka tego typu na swiecie. przeciazenie siega tam podobno 4,5g. najwiekszy spadek to 78 metrow (wpada do podziemnego tunelu) wlasciwie tu zakoncze ten blog - pisanie takie ma sens kiedy wszystko jest aktualne, a przeciez jestem w PL od dluzszego czasu. a czego tu nie bedzie? na przyklad opisu wyjazdu do Bostonu i Nowego Jorku, wyjazdu do Houston i nad zatoke meksykanska, wyjazdu do Austin, wrazen z centrum lotow kosmicznych NASA, itd itp - w koncu bylem tam trzy miesiace i czas wykorzystywalem ile wlezie ale pamietaj ... zawsze moge opowiedziec to wszystko jak sie spotkamy drogi czytelniku :) |