| casablanca i okolice - wrazen i spostrzezen kilka, czyli taki jakby blog | |
|
________________________________________________________________________________________________ lotnisko w Casa -tu jest: Najswiezszy wpis casablanca 09.12.2007 siedze tu od czterech dni. pracuje w pocie czola. po pracy staram sie zwiedzac, ogladac, poznawac. i tak sobie pomyslalem, ze fajnie by bylo jakby mnie ktos odwiedzil.... zatem: zapraszam do casablanca'i !!! zapewnie nocleg i swoje towarzystwo, role przewodnika i kompana do odkrywania tajemnic tego miasta i okolic a teraz reklama, czyli 'co mi sie podoba?' /to bedzie bardzo pozytywne a nawet optymistyczne spojrzenie, o negatywach pisal nie bede, bo to przeciez reklama - a ja chce zeby ktos tu przyjechal/ podsumowujac: duza tu roznorodnosc. mi najbardziej podoba sie ta czesc niezbyt ucywilizowana w ramach ciekawostek jakie tu mozna spotkac: czyli chodniki, ktorym wydano wojne poprzez obsadzanie drzewkami. w ten sposob maja duzo drzewek /ladnie :) /, a ludzie chodza po ulicy /mniej ladnie :) / casablanca 10.12.2007 malo ludzi tu mowi po angielsku i chyba wszyscy po francusku. mowia tez po arabsku, ale to niewiele mi zmienia - tak czy inaczej jak juz kogos postkam i moge sie z nim dogadac to o czym bysmy nie rozmawiali to na koniec zaprasza nmie ten ktos do sklepu swojego z pamiatkami lub jakiegos sklepu przyjjaciela. ja wtedy dziekuje i ide dalej - taki rytual. i nagle spotykam czlowieka ktory nie chce mi nic sprzedac: to kierowca autobusu ktorym jechalem do hotelu. zna francuski, arabski, wloski i angielski. jakas magia, rozmawia ze mna plynni po angielsku pokrzykuje na innych na drodze po arabsku a do niektorych zwraca sie po francusku. spytalem dlaczego z tak nietypowo duza znajomoscia jezykow jest kierowca a on:"no wlasnie nie wiem!" potem w dalszej rozmowie okazalo sie, ze cce wyjechac daleko daleko...najlepiej do kanady. kazdy ma swoja ziemie obiecana. a skoro o jezyku juz mowie to dowiedzialem sie rzecz straszna i przerazajaca! tu w kinach wszedzie jest dubbing - nawet schwarzenegger, nawet travolta, no wszyscy mowia w kinach po francusku.... to chore... a to rzut oka na centrum wszystkie male czerwone i zazwyczaj bardzo stare samochody to taxowki...male taxowki... no i nazywaja sie 'petit taxi' casablanca 11.12.2007 dzis poszedlem z moja szefowa i kolega na spotkanie do klienta. w jednej sali bylo 14 marokanczykow i ja. obowiazywal jezyk angielski. poczatek byl grzeczny i mily, ale potem spotkanie zaczelo sie rozkrecac - czesc siedzaca z tylu sali zaczela glosno rozmawiac - wtedy ci z przodu zeby sie slyszec tez zaczeli glosniej mowic - w koncu jak juz wszyscy prawie krzyczeli to jakos podswiadomie albo i swiadomie doszli do wniosku ze lepiej im sie krzyczy w bardziej znanych sobie jezykach ...czesc przeszla na francuski a czesc na arabski. od tego momentu mialem spokoj i tylko zalowalem ze nie moge im robic zdjec..... a to dziewczynka, ktora mnie spotkala i chciala zdjecie: casablanca 12.12.2007 znalazlem skalke - mala i jakas taka mizerna, ale jak bede zdesperowany to ja zdobede. upatrzylem juz cel: wschodnia sciana /trudniejsza/ na zywca - diretissima. przewidywany styl: os nie jest to dziewicza skalka, ale w srodku miasta za wiele wymagac nie mozna. badz co badz np. w gdansku na plazy nie ma ani kawalka skalki casablanca 13.12.2007 mam dosc - za duzo pracy w pracy casablanca 16.12.2007 nie wiem czy tak jest w calym maroku, ale w casablance wyraznie jest zachwiana rownowaga w walce psow i kotow. wlasciwie wyglada na to, ze koty wygraly, a niedobitki psow nawet nie maja odwagi za kotami sie uganiac. i mimo calego uroku kotow, ktore dostojnie i calymi gromadami przechadzaja sie po ulicach miasta, postanowilem pomagac slabszym: bede wspierac psy. casablanca 17.12.2007 troche o transporcie... jest kilka rodzajow taxowek. jak juz pisalem najwiecej jest 'petit taxi' (takie maja oznaczenie). male, zawsze czerwone samchody, zazwyczaj bardzo stare, albo bardzo, bardzo, bardzo stare -fiaty punto, peugegot 205, itd. moga przewozic maxymalnie trzech pasazerow, wiec jak sie jedzie taka taksowka, to zazwyczaj kierowca zatrzymuje sie i bierze kolejnych klientow jesli jada mniej wiecej w tym samym kierunku. ze mna maja problem bo zazwyczaj mowie jakas ulicy i pozniej pokazuje gdzie maja skrecac :) inny typ to tzw 'grande taxi', to biale mercedesy - nie mlodsze niz 20 lat. zabieraja do szesciu osob i sa jakies 3 razy tansze niz 'petit' gdy rachunek dzieli sie na wspolpasazerow - no ale scisk w takiej taksowce jest solidny. maja tu tez 'normalne' taksowki; mozna je zamowic przez telefon i sa nowoczesne i duze i pachnace i nie zabieraja innych pasazerow po drodze ...i przede wszystkim niesamowicie drogie sa. autobusy - bardzo dobrze rozbudowana siatka polaczen - tylko ze nie ma rozkladow jazdy i duzo zalezy od przypadku, albo nawet wszystko zalezy od przypadku bo autobusy potrafia sie nie zatrzymac - na szczescie na uzywanych przez mnie trasach autobusy jezdza bardzo czesto - mniej wiecej raz na 5 min. a to co sie dzieje na ulicach to juz klasyczna afryka. na trzech pasach w jednym kierunku jedzie piec samochodow obok siebie, skrecanie ze skrajnego lewego pasa w prawo, objezdzanie sie nawzajem z kazdej strony po poboczach itd. no i miedzy tym wszystkim piesi, ktorch nie wzrusza gdzie sa przejscia dla pieszych i czy pali sie zielone swiatlo, czy nie pali. chaos kroluje. ale z pozycji pasazera taxowki czy autobusu jest to dosc zabawne. casablanca 18.12.2007 a teraz cos o miescie samym - to najwieksze skupisko ludzi w maroku. okolo 3mln administracyjnie i ponad 5mln jako aglomeracja. najwieksze miasto z wieloma 'naj'. widac tu bardzo duze inwestycje jak i duza biede. kontrasty co kilka krokow. slumsy blisko rezydencji. sprzedaz owiec i kur kilka krokow od jubilera. i potezne korki, duzo autostrad i drog kilkupasmowych co i tak niewiele pomaga przy tak duzym ruchu. po arabsku to miasto to: dar-el beida, ale szyscy mowia w skrocie casa. jako ze arabowie stanowia tu chyba z 99% mieszkancow to i ich podejscie do zycia nadaje wszystkiemu swoisty charakter - jest wiec nieustanny handel. na kazdym mozliwym miejscu. czasami to male straganiki, czasami ktos ma wystawione tylko kilka paczek chustek higienicznych - innym razem to wielkie stragany lub kilkupietrowe sklepy z ciuchami. sa modlacy sie na skwerach, glosy z megafonow nawolujace do modlitwy. no i zapachy - wszedzie te niesamowite zapachy, przemieszanie przypraw w kuchniach i knajpkach, kwitnacych roslin, owocow, pysznej kawy parzonej w jednej z setek kawiarenek. - gdzie wiec 'romantyzm' przeslawnego filmu w takim molochu? a jest! w zakamarkach, w malych uliczkach - i nie trzeba dlugo szukac. a film? tzn "casablanca"? no nie robili go tutaj ani przez chwile - wszystko w hollywood. ale maja za to na pocieszenie duzo plakatow z tego filmu i staraja sie wykorzystac slawe jaka zdobyl. jednak sladow ingrid i humphrey'a nie ma co szukac, a szkoda. casablanca 19.12.2007 ciekawe - chmury, po raz pierwszy chmury na niebie i nie widac slonca. cos niby przeswituje, ale blekitu nieba po prostu nie ma. casablanca 20.12.2007 jak sie okazuje przygotowania przed swietami w kazdej religii swiata wygladaja chyba tak samo. w ramach komercjalizacji zycia wszyscy ida do sklepow i /co oczywiste/ jest dramatyczne zageszczenie. kolejki kilometrowe itd. jednak nastraszyli mnie koledzy, ze jak sobie jedzenia nie kupie to w piatek nic otwartego nie znajde. wolalem nie ryzykowac i zeby nie umrzec z glodu , to swoje odstalem. tragedia. casablanca 21.12.2007 dzis bylo swieto Eid al-Adha - swieto religijne na pamiatke tego wydarzenia: Ibrahim poszedl w gory, zeby tam pokazac Allahowi jak bardzo w niego wierzy. chcial w ofierze zlozyc swojego syna. Juz mial go zabic , gdy uslyszal glos Allaha - oszczedz syna! zamiast niego zloz w oferze owce. i tak sie stalo. Historia znana, prawda? no i swiat islamu od tego czasu w swieto Eid al-Adha zabija owce, barana, kozla. spytalem tubylcow, czy wyglada to tak, ze wierni zbieraja sie w meczenie i tam w imieniu wszystkich zgromadzonych jest zabijana (podciecie gardla) owca. w odpowiedzi uslyszalem: nie! zabija sie w kazdym domu. wyobrazacie sobie?! - zginelo kilka milionow owiec. co prawda u nas karp zginie w poniedzialek w rownie wielkiej liczbie. jednak ryba jakos nie krzyczy przed smiercia a owce krzyczaly... jak tak dalej pojdzie i bede sie nad tym jeszcze troche zastanawiac to przejde na wegetarianizm. rano obudzil mnie dziwny dzwiek: to te owce ...one naprawde czuly swoj koniec. ryczenie zwierzat bylo slychac z roznych koncow osiedla na ktorym mieszkam. potem zrobilo sie cicho i w pierwszej chwili nie skojarzylem ze juz jest 'po wszystkim'. przez przypadek wszedlem na dach hotelu i zobaczylem to: na dachach domow sa tarasy i na nich wlasnie owce byly dalej przygotowywane do rodzinnego obiadu. wygladalo to dosc makabrycznie - duzo krwi i skora zdzierana ze zwierzat. ...po prostu inny swiat. tradycja islamu mowi o tym, zeby dzielic sie tym miesem z biednymi. i fakrycznie tak sie dzieje. pozniej idac po miescie widzialem ogniska rozpalane przez biednych w roznych przypadkowych miejscach (gdzies przy skrzyzowaniu ulic, czy po prostu pod drzewem). do tych ognisk raz na jakis czas podjezdzal jakis samochod i kierowca dawal worek z kawalkami miesa. takie podarunki od razu trafialy nad ogien. oto jedni z obdarowanych: dwie rzeczy byly w tym swiecie najbardziej dla mnie uderzajace. po pierwsze ludzie chodzacy po ulicach z wielkimi, rzeznickimi nozami. nie wiem...moze tylko niektorzy sa uprawneni do 'rytualnego' zabicia owcy? a moze po prostu nie kazdy ma ochote zabijac zwierzaka? (przez analogie: ja tam nie planuje karpia zabijac nigdy w zyciu) wygladalo to jednak magicznie - ludzie z takimi nozami chodzacy po ulicach jakos nie wzbudzali mojego zaufania. po drugie - widzialem kilka wozow wyladowanych dziesiatkami jak nie setkami skor zdartych z owiec i baranow. przerazajacy zapach i swiezosc krwi. brrrrr...! i niby to wszystko zrozumiale, bo luski i osci z karpia mozna wrzucic do smietnika, a taka skora i wnetrznosci, to cale kilogramy, ktore nie moga lezec przez caly weemkend. wszystko jest dosc sprawnie zorganizowane. jednak roznica kulturowa i przyzwyczajenie jest we mnie duze i patrzylem na wszechobecne slady krwi z duza niechecia. casablanca 22.12.2007 jeszcze jedno o swiecie Eid al-Adha: faktycznie na obrzezach miasta to tylko McDonald byl czynny - jednak im blizej centrum tym wiecej kawiarenek, cukierni i piekarni bylo otwartych. ba! nawet kilka sklepow z ciuchami. taki ten ich islam dosc liberalny. nie wiem czy ja przyciagam handlarzy, czy tez to normalna tutaj sprawa, ale juz kilka razy proponowali mi haszysz. w dodatku tani i wysokiej jakosci. prosto z polnocy kraju... no tak reklamuja. brac? casablanca 23.12.2007 w koncu dotarlem na deptak. troche przypomina sopocki monciak. jest ladnie i smacznie /kawiarnie, lodziarnie, cukiernie/ i wszedzie te palmy - sam sobie potwierdzam, ze w tym miescie jest bardzo duza roznorodnosc. przeczytalem w jakims folderze, ze casablanca to archtektoniczny experyment. mysle, ze to ladne okreslenie na chaos, ktory im sie tu wkradl. maja tu przerozne style, smiale budynki, ale na szczescie kazda dzielnica ma swoj charakter (zdjecia wkrotce) casablanca 24,25,26.12.2007 ...Wigilia...Swieta... Swieta jakie sa kazdy widzi casablanca 27.12.2007 oficjalnym jezykiem Maroka jest arabski. wszyscy wokol mnie w firmie mowia po arabsku lub francusku (na moje szczescie do mnie mowia po angielsku). myslalem, ze sa marokanczykami, a w jakiejs rozmowie okazalo sie, ze kilku jest z egiptu a kilku z libanu i z algierii. niesamowite. no az sprawdzilem, gdzie ten arabski wystepuje. 24 /slownie: dwadziescia cztery/ kraje!!! ponad 300mln ludzi mowi po arabsku - niektorzy szacuja ze nawet ponad 400mln. czy tego chcemy czy nie arabowie to potencjalna potega i jak na razie 'ratuje' nas to, ze zjednoczenie im nie wychodzi, ale kiedys pewnie im sie uda... ponad dwadziescia krajow w ktorych jest ten sam jezyk, ta sama religia dominujaca i podobna kultura. jaja! cala polnocna afryka i polwysep arabski. koran jest napisany po arabsku i z tego co mi tu mowili: "jak ktos wierzy w allaha to musi znac arabski - jak nie znasz arabskiego to nie znasz koranu i nie jestes muzulmaninem". jestem pod wrazeniem. sami mowia, ze czesto o laczeniu sie panstw arabskich w imie wiekszej sily sie mowi...ale klotnie to szybko rozwalaja. casablanca 28.12.2007 nocny handel -naprawde oni sprawiaja wrazenie jakby ciagle handlowali - w centrum sa wszedzie, na kazdej ulicy. jednak kolo 23.00 powoli sklepy zamykaja. nie wszystkie oczywiscie. tak pomyslalem, ze wyglada na to ze im handlowanie sprawia przyjemnosc. kultura oparta na handlu casablanca 31.12.2008 / 01.01.2008 wypada zauwazyc, ze to juz nowy rok wiec... witam w 2008 casablanca 03.01.2008 praca uszlachetnia - bede bardzo uszlachetniony, albo i szlachetny, bo pracuje od pierwszych chwil nowego roku nader intensywnie. wprowadzam w kulture afrykanska, jak by to nazwac,.... urzeczywistniona wizje europejskiego czlowieka realizujacego sie poprzez prace - znaczy sie: mnie. casablanca 04.01.2008 bylo troche okolonoworocznej turystyki, wiec teraz bedzie tego plon. chyba powinienem napisac jakis przewodnik....ale na razie optymalizuje marokanska siec, a TU - jak dotychczas - bede zamieszczal jakies swobodne uwagi. a teraz najwazniejsza, bo patriotyczna, informacja. w marakeszu sa nasze bociany! wlasciwie nie tylko w marakeszu, ale tam je zobaczylem po raz pierwszy. w casablance tez sa i na dzikim wybrzezu tez. oto dowod: -> casablanca 05.01.2008 z ostatniej chwili: znalazlem dzis kino w ktorym sa filmy w oryginalnej wersji jezykowej!!! na razie to polowiczny sukces, bo repertuar jest arabski, ale w perspektywie ma byc cos amerykanskiego. nareszcie pojde do kina! marakesz - bardzo fajne miasto. jak bym mial wybor, to tam bym wolal pracowac. taka kolorowa wyspa cywilizacji na putyni. jak sie dojezdza autostrada to wszedzie wokol jest tylko czerwona ziemia i jakies strzepy roslin, ktore wyszukuja owce. pustkowie sie ciagnie i nagle... miasta, a za nim osniezone szczyty. gdzies sis doczytalem, ze marakesz nazywany jest czerwonym miastem - wiekszosc domow jest czerwonawo-rozowo-lososiowa. nie tylko medyna ale naprawde wiekszosc budynkow w miescie. ladnie to wyglada. jednoczesnie miasto jest zadbane, oczywiscie duzo drzew. no i gory w tle. oj podobami sie.
miasto jest bardzo stare i duze. medyna ma szerokosc 2-3km i jest wielkim labiryntem malych uliczek w ktorym latwo sie zgubic (bardzo latwo) - oczywiscie wszedzie handel. duzo stoisk nastawionych na turytow ale jest tez czesc biedniejsza, moze nawet bardziej interesujaca bo taka...prawdziwa.
kolory, zapachy, dzwieki - wielka roznorodnosc. a miedzy straganami i stoiskami - jak w casablance - biegaja koty, ktore maja chyba duze przywileje bo niczego sie nie boja. chyba z uwagi na koniec roku bylo bardzo duzo turystow- naprawde tlumy. ale to i tak nie przeszkadzalo. z takich znaczacych roznic w porownaniu z casa, to nie mozna normalnie nic kupic. wszedzie jest wprowadzony element targowania a zaczyna sie czesto od nielubianej przeze mnie odpowiedzi na pytanie "ile to kosztuje?". mianowicie sprzedawcy mowia: "a ile to jest dla ciebie warte?" i chca dalej sie targowac. w miedzyczasie pokazuja kilkanascie innych swoich produktow nawet jesli nie padla taka prosba. no folklor taki. wlasciwie to nawet nie trzeba zadac pytania tylko cos dotknac lub po prostu spojrzec na cos i juz sprzedawca mowi "wejdz, zobacz- to nic nie kosztuje - dam ci dobra cene" itd itd. bardzo ofensywni sa... ale jak juz sie do tego przywyknie, to mozna spokojnie pochodzic i podelektowac sie innoscia arabskiego swiata. casablanca 06.01.2008 o marakeszu cd... pierwsze wrazenie to ten niesamowity /bo wszechobecny/ kolor domow, duzy ruch i duzo zieleni - takie zadbane miasto. nastepne wrazenie, ze to wszystko jest nastawione na turystow i nie ma w tym tradycji, jakiejs historii. po miescie jezdza dorozki, na glownym placu zaklinacze wezy i tancerze na ktorych jak tylko sie spojrzy to ktos podstawia koszyk do ktorego zbiera pieniadze. i mimo, ze oko sie cieszy to watpliwosci budza. jednak niepotrzebnie. stragany tak kolorowe to tylko czesc medyny. na nich zreszta tubylcy tez sie zaopatruja. jest tez ta czesc mniej turytyczna, pelna zwyklych rzemieslnikow i normalnego zycia, a jednak ciagle bardzo poruszajaca. na glownym placu obok zakletych wezy sa tez gawedziarze, ktorych zaden turyta nie rozumie a ktorzy przyciagaja cale tlumy miejscowych. tak wiec to miasto zyje, jest roznorodne i bardzo wciagajace. obok starej medyny (marakesz powstal 1000 lat temu) jest kilka znaczacych zabytkow i ladne nowe miasto z teatrem krolewskim, parkami itd. no...podobalo mi sie tam. tak mi sie wlasnie przypomnialo: zabawna rzecza jest to jak turysci sobie pomagaja i nie wchodza innym w kadr przy robieniu zdjec, zeby bylo bardziej egzotycznie... a skoro juz o fotografowaniu mowa - jest z tym troche pracy. uliczki we wszystkich medynach sa bardzo waskie i rzadko wpada na sam dol slonce - wiec sa duze kontrasty. inny problem, to jest dosc ciasno i nie mozna sie dobrze ustawic, a zrobic komus zdjecie tak zeby nie zauwazyl to juz w ogole sztuka wielka. zeby skomplikowac, to wiele z tych uiczek pokrytych jest czyms w rodzaju dachu, ktory daje taki cien ze powinno uzyc sie lampe blyskowa do doswietlania... ale jak juz sie uda zrobic fajne zdjecie to satysfakcja jest duza. stara medyna - drzwi w jakims spokojnym zakatku: >scenka dzisiejsza: poszedlem w kierunku odwrotnym od typowego, czyli oddalajac sie od centrum. myslalem, ze znajde po chwili jakies pola, magazyny albo cos w tym stylu, a tam kolejne, niekonczace sie osiedla - duza ta casablanca. znowu bardzo duzo sklepow, kawiarni, knajpek i handel, handel, handel. na jedym ze straganow znalazlem napoleonki /albo kremowki jak ktos woli taka nazwe/. ciastka tu maja wyborne. kupilem ja za jakas niesamowicie niska cene 1 dirham - czyli jakies 30gr. ale ze smaczna byla to nabralem ochoty na kolejna i 50m dalej znalazlem kolejna cukiernie z identycznymi ciastkami. tym razem sprzedawca chcial ode mnie 10 dirhamow. pomyslalem, ze chce sie targowac, ale szybko sie okazalo, ze chce mnie zrobic po prostu w jajko. europejczyk prosto tu nie ma...... casablanca 07.01.2008 jakos zapomnialem powiedziec wczesniej, ze obok palm, ktore sa chyba najpopularniejszym drzewem, sa tu jeszcze wszedzie drzewka pomaranczowe. robi to swietne wrazenie kiedy idzie sie ulica a owoce sa na wyciagniecie reki. pewnie to jakas dzika,niejadalna odmiana. ale klimat tworzy. i znowu o marakeszu... ile mozna? oj duzo by mozna. plac Djemaa el Fna - duuuuzy plac. ponad 200m dlusgosci. za dnia dzieje sie tu duzo, ale woeczorem to juz jest maximum. na samym srodku powstaja male restauracyjki. moze byc ich nawet z dwadziescia? trzydziesci? wszystko bardzo jasno oswietlone. obok stragany z figami, oreszkami, pamiatkami, czapeczkami etc duzo ludzi, wszedzie miejscowa muzyka. naganiacze, ktorzy chyba nauczyli sie kilku slowek we wszystkich mozliwych jezykach i jak tylko dowiedza sie skad ktos jest to zeby zaintersowac swoja oferta to chwala sie ta znajomoscia a potem pada propozycja: "a moze kus-kus w naszej restauracji?", "mamy swietnego kurczaka!" itd. jednak to co jest najciekawsze to wszelkeigo rodzaju artysci. kazdy skupia wokol siebie grupe sluchaczy i ogladaczy. tworza sie takie male scenki z widzami z wszystkich stron. niesamowita roznorodonosc. sa zespoly muzyczne. tancerze. grupa mezczyzn wybija rytmy na bebnach a miedzy nimi starszy mezczyzna stepuje na blaszanej beczce. gdzies obok ktos opowiada jakas niesamowita historie, a sluchacze przeciskaja sie zeby nie stracic zadnego slowa. dalej kolejni tancerze i znowu zaklinacze wezy z piszczalkami i dalej trzech zonglerow. co kilkanascie metrow inna scena,inna atrakcja. wlasciwie mozna w tym zgielku chodzic cala noc i ogladac, ogladac, ogladac. latwo sobie wtedy wyobrazic czasy sredniowiecza kiedy przyjezdzali jacys magicy do miasta i z okolicznych wsi wszyscy schodzili sie zeby wieczorem zobaczyc pokaz. w marakeszu jest cos takiego tylko ze przypomina wielki niekonczacy sie festiwal sztuk i sztuczek. restauracyjki na wolnym powietrzu: casablanca 08.01.2008 jestem tu ponad miesiac i zaczyna sie dziac to czego sie obawialem: wszystko zaczyna w jakims sensie normalniec i mam wrazenie, ze nie mam o czym pisac i ze w ogole wszyscy wiedza jak tu jest, a ja jako ostatni dotarlem do maroka i sie wyglupiam z ta stronka.... juz nawet dzis nie zabralem ze soba aparatu (z zazwyczaj mam go przy sobie). a moze to brak interakcji? bo ja nie wiem czy ktos to czyta, czy sie podoba czy nie? podsumowujac: redaktor tej strony ma kryzys z uwagi na zbyt silne 'znormalnienie' swiata otaczajacego i na brak reakcji czytelnikow redaktor naczelny przy pracy w gabinecie: 1 Muharram - to pierwszy dzien roku w islamskim kalendarzu liturgicznym - jutro zaczyna sie zatem rok 1429. poniewaz kalendarz islamski jest oparty na miesiacu ksiezycowym /czyli jest krotszy/ - wiec w 2008 islam bedzie mial jeszcze jeden nowy rok - okolo 29 grudnia zacznie sie 1430. tradycja, a moze zasada, jest taka, ze ksiezyc musi w nocy byc widoczny. jak nie jest, bo np sa chmury, to dzien nowego roku jest przesuwany. no troche to jest skomplikowane - ja tego nie rozumiem. z tego co sie dowiedzialem to jest rozrzuconych jakies 400 punktow w swiecie w ktorych obserwowane jest niebo i oceniane czy mozna uznac ksiezyc za widoczny czy tez nie. potem ktos zbiera te informacje i wycenia bardziej globalnie czy mozna uznac nowy rok za rozpoczety. tak wiec wszyscy moi wspolpracownicy rozsylaja sobie w nocy smsy i nasluchuja TV zeby sie dowiedziec, czy rano trzeba isc do pracy czy tez mozna swietowac? hmmm... dla mnie tem problem jest prostszy - ja po prostu ide do pracy. dodatkowo rozpoczynajacy sie miesiac to 'czas bez walki' - wiec pomyslalem sobie, ze powinno byc mniej zamachow terrorystycznych, acz wszystko jest kwestia interpretacji (w koncu swiat prosty nie jest), wiec mozliwe ze jest jakis 'inny' przepis, ktory pozwala w tym czasie prowadzic wojne. ... ale marokanczycy wokol mnie po prostu ciesza sie ze maja wolne casablanca 10.01.2008 kolega siedzacy na placowce w lizbonie powiedzial: jest okolo 18 stopni, a ludzie chodza w sandalach i krotkich spodenkach i w ogole nie czuje, ze jest styczen. a ja mu odpowiedzialem: tu jest okolo 19 stopni, ale tubylcy to gleboko przezywaja i chodza w czapkach i rekawiczkach. oczywiscie nie wszyscy ale wielu tak chodzi. pogoda jest teraz mniej wiecej taka jak u nas w weekend majowy. ja zaczynam umierac z goraca w sloncu, a oni (a wlasciwie one) chodza w kozakach. niech im bedzie - przyjmijmy, ze to w ramach mody. ale rekawiczki i czapki? normalnie welniane rekawiczki niektorzy nosza. przerazajace. wieczory faktycznie sa chlodne (9-10st C) i wtedy oczywiscie jest to jakos bardziej zrozumiale. wracajac do wrazen turytyczno-poznawczych... ocean im sie udal. jest cieply, czysty, a przede wszystkim potezny i dziki a przez to piekny. ...z plazami juz nie jest tak dobrze. piasek czesto jest szary, a z uwagi na silne odplywy tworza sie duze plaszczyzny mokrej szarosci - po prostu nie jest to ladne. jednak z drugiej strony maja tez urozmaicenia w postaci skal wulkanicznych. tworza one klify lub 'plasko' wchodza do wody. sa tez takie formy jak na zdjeciu ponizej - ostro postrzepione fragmenty skal wygladajace jak zastygla, wrzaca lawa. casablanca 11.01.2008 bylem ostatnio na kolejnym spotkaniu z klientem - trwalo ono trzy i pol godziny. po angielsku 10 minut, a reszta tym razem po francusku. osluchalem sie doskonale z francuskim. ale reasumujac: ponad trzy godziny bezczynnosci - tragedia. ciekawostka byly starcia miedzy moja szefowa a szefowa z firmy klienta (tak, tak - kobiety tu rzadza i jest ich bardzo duzo na kierowniczych stanowiskach) - z trudem powstrzymywaly sie od podnoszenia glosu co tutaj jest dosc normalne (w biurze chwilami mam wrazenie ze wszyscy krzycza) wygladalo to tak jakby jedna chciala drugiej zrobic jakas wielka krzywde ale ze jej nie wypada to poczeka na inny odpowiedniejszy czas. w ten sposob mialem ponad trzygodzinny teatr. a teraz najwazniejsza informacja (bo przeciez nie ma nic wazniejszego niz gory): jakies 40 minut jazdy samochodem z marakeszu i mozna byc u podnoza atlasu albo i w nim. wystarczy zaparkowac i ruszyc z plecakiem. niestety bylo juz zbyt pozno, wiec tylko zapach gor w pamieci pozostal i ta jedna fotka. ale ...moze juz niedlugo c.d.n. 'wejscie' do najwyzszej czesci atlasu wysokiego casablanca 12.01.2008 "casablanca" - jako, ze ostatnio sprawdzalem czy gdzies tu w kinach nie graja tego kluczowego (dla historii) filmu, to przy okazji troche o nim poczytalem. kilka informacji, ktore moze kogos zacheca do przypomnienia sobie tego klasyka. film powstal 66lat temu. dostal 3 oscar'y i 4 nominacje do oscar'ow. jest w czolowce na wszelkich amerykanskich listach najlepszych filmow wszechczasow - np ma drugie miejsce na liscie amerykanskiego instytutu filmowego. wszystko przez dopracowany scenariusz (na podstawie sztuki) i wciagajaca historie. do tego gra aktorska i wysmakowane zdjecia ...i dla wielu stala sie legenda. taka ciekawostka: rezyser kazal bogartowi stac nad podwyzszeniu we wspolnych scenach z bergman albo siedziec na poduszkach, bo ona byla od niego o 5cm wyzsza! i jeszcze jedno: 'casablanca' miala miec dodatkowa scene koncowa - na szczescie producent sie sprzeciwil i uratowal flm. a ja jestem ciekawy czy ten film po tylu latach zestarzal sie czy ma w sobie jeszcze 'cos' w sobie? tak wygladala w Casablance Ingrid Bergman (27lat) i Humphrey Bogart (43lata) chce zobaczyc ten film tutaj. ma to sens, prawda? doswiadczylem dzis czegos nowego i zaskakujacego. krotka opowiesc: zaraz za granicami casablanci jest na wybrzezu wyspa/polwysep w ktorym pochowany zostal jeden z islamskich swietych (abd ar-rahman). miejsce pielgrzymek i kultu. w przewodniku przeczytalem ze jak jest odplyw to spokojnie mozna tam wejsc. poszedlem tam. wyglada interesujaco - maly meczet z szesc domow i placyk. wszystko zbudowane na skale. dostalem sie bez problemow, obejrzalem co mozna bylo /jako niewierny do srodka meczetu oczywiscie wejsc nie moglem/ i po jakichs 15 minutach schodze z tej skalki....a tu woda. no ja wiem ze przyplywy bywaja wielkie, ale w 15 minut???!!! wszedzie tak z 20cm wody. no tak - jak sie wolny czas w gorach spedza, a nie nad morzem to takie sa efekty. na moje szczescie bylo jeszcze kilka wystajacych glazow i je wykorzystalem. myslalem, ze jestem jedyna taka ofiara, ale po kilkunastu minutach zaczeli wychodzic kolejni - kazdy najpier strasznie zdziwiony potem zaczynalo sie kombinowanie /czyli znalezienie kogos kto by mogl np przeniesc/ lub zdejmowanie butow. fajnie to wszystko wygladalo bo mieszkancy tej wysepki spieszyli sie w druga strone - przeprawiali sie z jakimis baniakami i zakupami. a wody bylo coraz wiecej i wiecej. swietne casablanca 13.01.2008 wladza krola to wielka wladza. hassan II zamienil nazwy dwoch najwiekszych placow w miescie. plac mohammeda V nazwal placem unii narodow a plac unii narodow placem mohammeda V. super pomysl. zrobil to 17 lat temu a i tak dzis ludzie sie myla. doswiadczylem tego jadac z taksowkarzem - zawiozl mnie nie tam gdzie chcialem. casablanca 14.01.2008 no dobra - dotychczas byla wizja radosna "jakie te maroko fajne!", a teraz cos dla rownowagi, czyli fakty, ktore trzeba skonfrontowac z wlasna tolerancja na inne podejscie do zycia... po pierwsze, chyba najbardziej na mnie dzialajace: pieniadze jak to pieniadze - przekazywane miedzy ludzmi gromadza od groma bakterii, wirusow itp, pieniadze papierowe, takie podniszczone stare nominaly, brudne, jakby wilgotne i rozpadajace sie sprawiaja wrazenie siedliska wszelkich chorob. placac za cokolwiek, np za chleb, sprzedawca tymi samymi przepoconymi dlonmi bierze te ohydne banknoty, wydaje reszte i podaje chleb. no nie moge tego zniesc. sam sobie biore zazwyczaj do reki jakas bagietke i podaje pieniadze. oszukuje sie, ze niby nikt wczesniej tej bagietki nie dotykal, ale tak narawde to ludzie maja w zwyczaju dotykowe sprawdzanie pieczywa i nikomu to nie przeszkadza....poza mna. fuj. drugi fakt - smieciarze sa i tyle. nie dosc ze nie ma koszy na smieci, albo sa strasznie rzadko, to jeszcze nikt nie sprzata. a nawet jak juz sprzata to niechetnie. miejsca reprezentacyjne wygladaja ladnie, ale i tak koszy tam nie ma. a w miejscach o ktore nikt nie dba po prostu rosnal gory smieci. moze byc nie wiem jak nowoczesny i piekny i zadbany budynek, a obok niego jakas jeszcze nie zagospodarowana dzialka, to na tej dzialce predzej czy pozniej ktos wysypie jakies smieci... kupilem sobie ostatnio cistko w cukierni i zaraz po wyjsciu z cukierni je zjadlem (pyszne bylo) a ze nie bylo kosza to caly czas trzymalem papierek i torebke od tego ciastka w reku. jakas marokanka podeszla do mnie i postanowila mi pokazac jak sie zachowac: wyjela mi z reki ten papier i rzucila na ziemie pokazujac, ze tak tu trzeba sie zachowac trzeci. na targach mieso sprzedaja tak po prostu - na straganach. zadnych lodowek, chlodni czy czegos takiego. no dzicz. muchy lataja. kurzy sie a wszyscy usmiechnieci. zeby doplenic tego obrazu to maja taki zwyczaj, zeby eksponowac glowy ofiar. glowa wielblada, barana itd - zazwyczaj powieszone na przedzie straganu, mozna sie o nie niechcacy otrzec - to chyba po to zeby pokazac ze sztuka byla za zycia zdrowa i dorodna. krew sie leje, zapach straszny. makabra. czwarty fakt: pala papierosy. no wszedzie - nawet czasami nie wpadam na pomysl, ze mozna palic w takich miejscach, az nagle czuje dym - no wiec pala bo wszedzie wolno, a jak nie wolno to i tak pala bo wszyscy wszystkim pozwalaja. pala na przyklad na srodku sklepu - to tak jakby ktos palil chodzac po hali auchan'a, czy real'a. pala oczywiscie w knajpkach, kawiarniach, na lotnisku (czekajac na bagaz) - pala wszedzie. i jakos nie moge im wybaczyc ze pala nawet jedzac obiad - trzeba szukac knajpek z oddzielna czescia dla niepalacych. no ale jak juz ktos pali to ma tu raj wolnosci piaty - nie ma przejsc dla pieszych. tzn sa, ale bardzo rzadko. kolo firmy mam taka droge po trzy pasy w jednymi i drugim kierunku. oni pasami sie nie przejmuja wiec robia z tego czesto cztery pasy albo i piec jak ktos ma fantazje wyprzedzac poboczem. i wlasnie ta ulica trzeba przejsc na 2a strone (do sklepu, na przystanek) bo przejscie jest kilkaset metrow dalej. nikt tu nie wpada oczywiscie na pomysl, ze pieszy ma pierszenstwo albo ze trzeba zwolnic. wola kogos objechac wiec czasami stoi sie pomiedzy jadacymi samochodami. dramat, ale dla nich to normalka. i tak jest wlasciwie w calym miescie szosty - moze to nie za czesto sie zdarza...ale jak zaginie bagaz po przylocie to nikt pozniej nie wie czy on juz dotarl czy tez jeszcze nie? , nikt go nie przywiezie, nikt go na lotnisku nie pilnuje jak juz sie pojawi i kazdy moze go wyniesc - do tego oczywiscie kolejki i duzo krzyku a efektow zadnych nawet przez kilka dni. no chaos i balagan po prostu casablanca 15.01.2008 dzis pracuje - po prostu pracuje. casablanca 16.01.2008 dzis tez po prostu pracuje, czyli robie kariere...oczywiscie o ile ktos zauwazy, ze pracuje i w dodatku doceni to co robie. innymi slowy nie mam czasu i sily na nic poza praca. aaa! bylbym zapomnial skalka o ktorej pisalem 12.12.2008 juz jest zdobyta - okazala sie trudna i niewdzieczna, ale za to milo bylo na szczycie (szczyciku) a taki byl widok: tak jak mowilem, plaze czesto sa szaro-ciemno-mokre. w tym przypadku dlatego ze nadchodzil przyplyw. fajnie wygladalo jak chlopacy grali w pilke na ustalonym polu i coraz wieksza ilosc wody im w tym nie przeszkadzala casablanca 17.01.2008 jest! przyjechal europejczyk - bede w koncu mial z kim pogadac normalnie! anglik! murzyn angielski - malo to europejska rasa tak na pierwszy rzut oka, ale z tego co zrozumialem to nie zna arabskiego i przez to od razu stal sie jakis taki bardziej ludzki. a poniewaz wycinam abstrakcyjnie duze ilosci godzin pracujacych wiec poza wrazeniami zwiazanymi z biurem to nic nie moge napisac. no....moze poza jedna ciekawostka- gdy wracam do domu (czyli hotelu) po pracy, to najpierw ide pomiedzy biurowcami, potem przechodze przez ulice, kawalek pola....i dochodze do poczatku osiedla domkow. wlasnie tam na rogu, na samym poczatku ulicy...i to tylko wieczorem...tak niesamowicie pachna jakies rosliny? kwiaty? no piekne po prostu... zapach casablanci. casablanca 19.01.2008 okazalo sie, ze moj nowy murzynski kolega nie jest zupelnie europejczykiem, ale bardzo stara sie nim byc. jest za to z urodzenia nigeryjczykiem... jak mu pokazalem to co mi sie najbardziej tu podoba, czyli zycie w starej medynie z calym ogromem kolorow i zapachow, to powiedzial ze on tego nie lubi, bo potrzebuje przestrzeni a jak ulica ma 2m szerokosci to sie czuje zle. maruda. ale mily jest; moze da sie jeszcze troche wyciagnac w plener. nastepny weekend namowie go na wspolne wypozyczenie samochodu i jakas podroz w nieznane, ale juz widze, ze gor to on nie poczuje. poszlismy zobaczyc meczet hassana II od srodka - jeden z najwazniejszych budynkow w maroku. glownie datego ze najwiekszy i najdrozszy to budynek w kraju, najwyzszy minaret na swiecie i inne naj... to co mnie ciagnelo to informacja z przewodnika "pod przeszklona podloga polyskuja wody atlantyku, a przez potezny otwierany dach widac niebo". meczet skonczyli budowac w polowie lat '90 wiec pomyslalem, ze moze faktycznie ma duzo nowych technologii itd czyli ma szanse olsnic mnie nowoczesnym spojrzeniem na swiatynie i fajnymi pomyslami... w praktyce zwiedzanie bylo bardzo afrykanskie: po bilety schodzilo sie do podziemi /zadnych oznaczen nie bylo - trafilem tylko dlatego, ze juz ktorys raz tam sie krecilem wiec wyczulem ich/. potem z biletami trzeb bylo wyjsc na powierzchnie i isc do jednych z kilkunastu drzwi /znowu brak oznaczenia - pobieglem po kogos z obskugi na dole i pokazalem mu wymownie, ze nie wiem co dalej?/. zaraz za drzwiami padlo pytanie: "italiano?" powiedzielismy ze wolimy angielski i skierowali nas do niedaleko wejscia formujacej sie grupki, ktora akurat ruszala za przewodnikiem. po przejsciu kilkudziesieciu metrow przewodnik odezwal sie po francusku, wiec zaczelismy szukac kogos anglojezycznego...itd itd. - ogolnie chaos ale zabawnie. podsumowujac - zwiedzanie trwalo 1h - podlaczalismy sie do 4 roznych grup dzieki czemu zaleznie od prowadzacego wyklad poznawalismy albo wstrzasajace liczby opisujace meczet, albo religie islamu, albo ciekawostki konstrukcyjne, albo nic /to w przypadku jezyka francuskiego/ ale to co mnie najbardziej zaskoczylo to ta podloga prze ktora widac ocean. no nie ma zadnej podlogi - tzn niby gdzies jest ale jak sie zaczynalem pytac o szczegoly to oni zaczynali strasznie kombinowac /np ze jest, ale nie tu tylko w palacu krolewskim - ktory zreszta jest kilka kilometrow od oceanu/ no zawiodlem sie. juz nawet mialem plan przejsc na islam i w ramach jakichs obrzadkow dojsc do tej tajemnej sali ze szklana podlaga..ale ciagle nie mam pewnosci, ze ona w ogole istnieje. podobnie z dachem - otwiera sie - owszem, ale w ramadanie - jak jest duzo wiernych w meczecie. zalatwili mnie i tyle. a sam meczet? widac ze strasznie duzo pracy wlozyli, ze materialy sa wysokiej jakosci /jakies marmury wszedzie itp/. ale religia ta nie obrazuje w zdobieniach ani ludzi, ani zwierzat, tylko kwiaty i wzory geomeryczne - czyli w srodku nie ma obrazow, ani rzezb. jest dosc pusto. taka ogromna hala wylozona marmurem i dywanami z czescia dla mezczyzn i dodatkowa czescia dla kobiet. zewnetrze podobnie. i mimo ze lubie prostote formy to tu juz jakos przesadzili. po prostu ladna duza...ogromna hala. tak to odbieram. drugi co do wielkosci meczet swiata kosztowal tyle, ze pewnie mozna by poprawic sytuacje najbiedniejszych i w sluzbe zdrowia panstwa i jeszcze by zostalo, ale nie bede sie tu wymadrzac - krol powiedzial, ze ma wizje wielkiego budynku-symbolu, a poddani ta wizje odczytali i zbudowali. podobno sa dumni z tego meczetu. casablanca 20.01.2008 oto koloryt lokalny. zapuscilem sie dzis w taka czesc casablanca'i...no kilka kilometrow od centrum. bylem chyba jedynym europejczykiem w okolicy. arabskosc coraz wieksza - jezyk francuski rzadko uzywany. i tak wlasnie wygladalo menu w knajpce ktora sobie upatrzylem zazwyczaj w ogole nie ma zadnej informacji i ciezko sie cos dowiedzec, ale (jak widac) z tym menu niewiele sie zmienilo - tak bylo na calym tym osiedlu. casablanca 22.01.2008 pewna zasada islamu: modlitwa w islamie odprawiana jest piec razy dziennie, z twarza zwrocona w strone mekki. kiedy przykladowy mohammed modli sie w domu (bo nie ma obowiazku chodzenia do meczetu), to jego zona, przykladowa bouchra modli sie wraz z nim. jednak nigdy zona nie moze byc przed mezem! uscislajac - moze, a wrecz musi, byc za mezem. i teraz uwaga - powod: mohammed nie moze widziec przed soba zony, bo moze mu sie cos skojarzyc. tzn jej pozycja w trakcie oddawania poklonu moze mu sie skojarzyc i wtedy lipa! mysli mu pojda w innym kierunku. islam przewidzial ten problem i zakazuje kobiecie byc na widoku mezczyzny. islam chyba tym samym zaklada, ze widok mezczyzny w ogole sie z niczm podobny nie moze kojarzyc kobiecie. casablanca 23.01.2008 jak juz wspominalem w casablance jest milion kawiarni i kawiarenek. dokladnie nikt nie wie ile, ale wylada na to ze sa wszedzie. w centrum i na obrzezaach. naprawde jest ich niewyobrazalnie duzo. w wiekszosci zadbane, kilka stolikow w srodku i kilka na zewnatrz. kawa podawana na rozne sposoby... ale nie wspominalem jeszcze, ze w tych kawiarniach w 99% miejsc sa sami mezczyzni!!! wyglada to przedziwnie. mlodzi i starzy. niektorzy leniwi i troche znudzeni, inni dostojni z najswiezsza prasa; pala papierosy, rozgladaja sie, rozmawiaja lub - co jest bardzo popularne - wspolnie przy kawie ogladaja mecze pilki noznej. pelny luz i relaks... a jednak jak sie na to patrzy to cos nie gra. jesli juz sie chce zobaczyc normalnosc: pary mieszane lub nie tylko samych mezczyzn ale i grupki kobiet to trzeba isc do cukierni lub lodziarni - tam jest wieksze 'rownouprawnienie' casablanca 25.01.2008 poniewaz pismo arabskie mnie nie przestaje zadziwiac wiec postanowilem uwiecznic kilka znanych marek (dla lepszego porownania) w 2ch odslonach na poczatek herbata: wersja mniej znana i znana dobrze casablanca 26.01.2008 sposob zwiedzania: wsiadamy do dowolnego autobusu, kupujemy bilet i jedziemy tak dlugo az bedzie cos ciekawego - w ekstremalnym przypadku jedziemy do konca i szukamy czegos ciekawego. tak wlasnie dzis zrobilem. po dojechaniu do centrum przesiadlem sie w tzw pierwszy lepszy czyli w numer '900' i pojechalem dalej. pierwsze zaskoczenie (mile), ze trasa przejazdu prowadzila wzdluz oceanu. drugie (mniej mile), ze nie ma zadnych przystankow - jakis pospieszny mi sie trafil. i tak dojechalem do satelickiego miasteczka o nazwie: muhammedija. chyba wszystkie miasta lezace zaraz obok tych duzych sa do siebie podobne. po prostu nie ma w nich nic turystycznego, rozrywkowego itp - tzn brak zabytkow, jakiejs historii - no generalnie nic, albo niewiele. to po prostu sypialnie. tu wyjatku nie bylo. spokojnie, maly ruch, ludzie chodza ulicami i w przeciwienstwie do casablanci wydaje sie to byc naturalne i bezpieczne. jakis skwer, trzy hotele, oczywiscie kawiarnie i wszechobecny handel (ale jakis taki wyciszony). jedyna rzecz jaka byla znaczaco rozna od tego co mozna zobaczyc w podobnych malych miasteczkach to ilosc ludzi na ulicach. az niesamowite. jakby kazdy mieszkaniec wyszedl z domu. jednak jako ze poza plaza i malym skwerem nie ma tam miejsc na spacerowanie to... wszyscy chodzili wlasnie po ulicach. jeszcze jedna uwaga mi sie nasunela: muhammedija nie przyciaga turystow wiec bylem swego rodzaju atrakcja - jedyny europejczyk w okolicy. zaczepialy mnie dzieci (zabawnie bylo) i szalency, ktorzy mysleli, ze jak powtorza cos po francusku 30 razy to ja to zrozumiem. niestety to tu typowe - nikt sie nie sili na napisanie, narysownie czegos, tylko powtarza glosno i wyraznie. nawet jezk migowy nie istnieje bo skoro mozna powtorzyc to sie zaoszczedza energie na machanie. wiec oni powtarzali a ja nic. jedyne zdanie jakie znam po francuzku to "nie rozumiem", ale to nikogo nie wzruszalo. cd pisma arabskiego - dzis tzw restauracja w wersji mniej znanej: casablanca 28.01.2008 a nic nie wspominalem o rabacie. a to przeciez stolica.... widziany po casablance i marakeszu nie zachwyci juz oczywiscie medyna z wieloma malymi sklepikami, za to ma inne przyciagajace punkty. sa w rabacie pozostalosci po probie zbudowania jednego z najwiekszych meczetow (1000 lat temu). do dzis zostaly tylko kolumny ktore mialy podtrzymywac dach i czesc minaretu. budowy nigdy nie ukonczono, a 250lat temu trzesienie ziemi zniszczylo to co udalo sie postawic. co ciekawe teren tego niedoszlego meczetu ma w sobie jakis urok, tresc, nastroj. wiele miejsc w maroku sprawia wrazenie tymczasowych, zupelnie pozbawionych szacunku dla hiostorii -a tu cos jest. moze dlatego ze pomysl budowy tak ogromnego gmachu byl wielka odwaga tamtejszych budowniczych i do dzis widac ogrom przedsiewziecia. natomiast nad samym oceanem u ujscia rzeki jest polozona kasba al-Udaja - czyli po prostu forteca, ktora kiedys strzegla portu i miasta. w jej wnetrzu jest kilka malych uliczek w niebiesko-bialych kolorach, ktire do dzis sa zamieszkane. fajne dla turystow, male zakatki z biegajacymi gdzieniegdzie kotami. zawsze pelne slonca. ale jak ludzie tu wytrzymuja? naprawde wszedzie jest bardzo ciasno i kazdy kto przechodzi niechcacy zaglada do srodka domow. po poludniu, zeby dac mieszkancom wytchnienie ta czesc miasta sie zamyka, ale przez kilka godzin ciekawskie oczy przyjezdnych (w tym, nie ukrywam, moje) sa wszedzie. kolejny produkt koncernu w 2ch odslonach: nieczytelny oraz czytelny casablanca 29.01.2008 flagowym daniem kuchni marokanskiej jest kuskus. miejscowi bardzo go chwala i uwazaja za najwazniejszy punkt wizyty w maroku. kuskus to gotowana na parze drobna kaszka z warzywami i baraniana (lub kurczakiem lub ryba). zaleznie od przepisu mozna tez mieszac kuskus z bulionem. danie to jest pochodzenia berberyjskiego. podawane jest zazwyczaj na talerzu przykrytym takim niby kominkiem (zdjecie ponizej) zeby utryzmac odpowiednia jakosc potrawy. no i to niesamowite danie najzwyczajniej w swiecie mi nie smakuje. kropka. casablanca 30.01.2008 w zwiazku z niezliczonymi listami naplywajacymi do redakcji chcialbym zdementowac pogloski, ze zyje sie tu zle, bo brud, bo smieci, bo chaos. fakt, ze nie fotografuje nowoczesnosci tu wystepujacej jest spowodowany tym, ze ta nowoczesnosc wyglada tak samo jak u nas i jest dla mnie malo atrakcyjna. ale ona jest oczywiscie (tzn ta nowoczesnosc). na ulicach duzo ekskluzywnych samochodow; osiedla willowe sa takie ze w PL znam tylko dwa konkurencyjne rejony z podobna iloscia bogatych domow. mieszkam w dzielnicy sidi marouf - jej czesc to tzw technopark: duze skupisko birowcow majacych najwyzej 10 lat. wszystko lsni i pachnie. oczywiscie sa niedociagniecia (chocby wspominany brak przejsc dla pieszych, czy ich 'naturalna' sklonnosc do smiecenia,, albo brak zadbanych parkingow), ale generalnie - jak na miejsce pracy - jest tu milo. trzeba jednak pamietac,ze to ciagle afryka (mimo ze maroko ma zakusy wejsc do unii europejskiej) i klasa srednia jest tu bardzo mala. bogaci posiadacze i duzo biedy. jak tylko koncza sie te wille, to zaczyna fragment slumsow (nazywanych tu 'bidonville'), a potem jakies nowe osiedle. po prostu duza mieszanka. casablanca 31.01.2008 dzien ku czci paczka. maroko oczywiscie nie ma tlustego czwartku - to tragiczne! tym samym nie ma spolecznego przyzwolenia na radosne objadanie sie paczkami i faworkami... trudny dzien, bo to zwykly dzien casablanca 01.02.2008 gdy jestem w jakims dzikim miejscu na swiecie, albo gdzies gdzie o internecie malo kto slyszal, gdzie nie mowi sie po angielsku ani po rosyjsku, to roznice kulturowe mnie nie dziwia (a za to ciesza). jednak tu gdzie mam do czynienia z najnowasza swiatowa elektronika, z swietnie wyksztalconymi ludzmi ... to wchodzac do gustownie wykonczonej toalety dziwic sie nie przestaje, ze jest do wyboru: papier toaletowy lub butelka, wiaderko z woda ..i ze wszystko jest bardzo ta woda zachlapane. gdansk 03.02.2008 zimno tu - i nie ma ani jednej palmy. dziwnie. casablanca 06.02.2008 kolejny przylot da casablanci utwierdzil mnie w przekonaniu, ze francuzi maja prawdopodobnie najwiekszy chaos orgaznizacyjny jaki widzialem w krajach rozwinietych. po prostu niesamowite - air france sobie nie radzi ani na lotnisku /autobus podwozacy pasazerow do samolotu ponad 20 minut jedzil po plycie lotniska i sprawial wrazenie jakby szukal tego samolotu/, ani w powietrzu /spoznienie ponad godzine, brak informacji, przeprosin, twarde ladowanie, itd/ - nie zebym narzekal, ale naprawde jeszcze normalnosci w air france nie zaznalem. ale moze to tak specjalnie? zeby nowoprzyjezdzajacy nie doznali szoku w casablance? taka uwaga historyczno-geograficzna: hiszpanie narzekaja na wielka brytanie ze zajmuje kawalek ich panstwa, czyli gibraltar. uznaja to za jakas zaszlosc historii i w ogole szczyt wszystkiego. w tym samym momencie hiszpanie siedza w 2ch miastach maroka /ceuta i melilla/ i uwazaja ze jest ok. marokanczycy, co oczywiste, burza sie i krzycza ze to bezprawie i w ogole jawne przegiecie. w tym samym czasie ci sami marokanczycy okupuja sahare zachodnia, ktora chcialaby byc niepodlegla, ale na razie jej to nie wychodzi. tu na szczescie(?) lancuszek sie konczy i sahara zachodnia juz nikogo nie okupuje, ani nie ma miast na terenie innych panstw. ale to chyba tylko dlatego, ze sahara zachodnia nie istnieje. moral tradycyjny i prosty: 'punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia' (to o tej wzglednosci niesprawiedliwosci) oraz 'biednemu wiatr w oczy/pod gorke/klody pod nogi' (to o tym, ze jak sahara zachodnia nie za bogata byla to jeszcze dokonali jej rozbioru i pozostala jej tylko walka partyzancka) a to tak po drodze do pracy zauwazylem: casablanca 07.02.2008 zjawisko nader popularne. no gdybym powiedzial, ze anteny satelitarne sa wszedzie to bylaby to przesada. ale tak naprawde to sa... no.... prawie wszedzie. czasami to az sie staram, zeby mi koncepcji zdjecia nie psuly bo pojawiaja sie w najmniej oczekiwanych miejscach - sa i na biednej medinie i na bogatych willach, sa na wspanialych XX-wiecznych francuskich kamienicach i w niektorych czesciach slumsow /skad oni biora prad?/, sa na magazynach, hotelach, szkolach. na szczescie meczety nie daly sie wciagnac w ta mode. casablanca 08.02.2008 Koran - swieta ksiega islamu, sklada sie z 114 sur - czyli rozdzialow. zawarte w koranie slowa maja byc ostatecznym i niezmienialnym objawieniem dla ludzi danym przez Boga. koranu nie mozna czytac/recytowac w tlumaczeniu /zabronione!/, jako ze wtedy sens moze zostac przypadkowo zmieniony. oczywiscie nie znam arabskiego, wiec posluze sie wersja polska jaka sie doszukalem: Sura czwarta ma tytul: kobiety - jest tam cos takiego "Mezczyzni stoja nad kobietami ze wzgledu na to, ze Bog dal wyzszosc jednym nad drugimi, i ze wzgledu na to, ze oni rozdaja ze swojego majatku. Przeto cnotliwe kobiety sa pokorne i zachowuja w skrytosci to, co zachowal Bog. I napominajcie te, ktorych nieposłuszenstwa sie boicie, pozostawiajcie je w lozach i bijcie je! A jesli sa wam posluszne, to starajcie sie nie stosowac do nich przymusu. Zaprawde, Bog jest wzniosly, wielki!" oczywiscie jest to wybiorcze spojrzenie na koran. jest tam wiele slusznych zasad, ale jest tez wiele brutalnych. interpretacja moze wiele zmienic. niektore slowa mahometa zaleznie od okolicznosci sa wykorzystywane do zawierania pokoju lub rozpoczynania wojen. ...ale ten powyzszy cytat jest dobitny, prawda? przepasc miedzykulturowa chyba rodzi sie wlasnie z takich zasad wpajanych przez stulecia. co ciekawe muzulmanie uwazaja ze kobiety sa upokorzone swoim strojem np w krajach europejskich. wszystko jest wzgledne. na szczescie (dla mnie) islam w maroku jest dosc liberalny, albo innymi slowy ludzie nie sa za bardzo praktykujacy. casablanca 09.02.2008 moich ulubionych porownan ciag dalszy, czyli napoj bogow w wersjach 2ch: mniej znany oraz znany bardziej o rabacie slow kilka: jednak co stolica to stolica - jest kilkanascie razy wiecej koszy na smieci niz w casablance. nie, zeby bylo tak od razu czysto - po prostu jest miejsce gdzie mozna wyrzucac smieci, a ze ludzie nie zawsze z tego korzystaja to juz inna sprawa. inny objaw prestizu(?) miasta to parkometry. generalnie w maroku wszedzie sa panowie parkingowi. maja wlasciwie obstawione wszystkie miejsca gdzie jest potrzeba parkowania. zeby nadac im bardziej urzedowy charakter to zawsze ubrani sa w niebiesko-szare fartuchy. pomoga zaparkowac, wyjechac, popilnuja i przyjma zaplate. parkometry zazwyczaj wystepuja bardzo rzadko. ale w rabacie jest inaczej i wiekszosc terenow posiada parkometry. ba! posiada tez sluzby ktore zakaldaja blokady na kola jak ktos nie oplaci postoju. masakra! (koszt mandatu to jakies 14pln ...przetestowane) casablanca 10.02.2008 el-jadida - miasto kilkadziesiat kilometrow na poludnie od casa. jego glowna atrakcja turytyczna jest twierdza zbudowana przez portugalczykow - to w ogole glowna atrakcja w promieniu kilkudziesieciu kilometrow /obiekt wpisany na liste UNESCO/. i taka dygresja ciekawa sie nasuwa: marokanczycy jako jedna ze swoich atrakcji maja portugalskie miasto, turcy wsrod najciekawszych obiektow maja glownie pozostalosci po grecji, glowna atrakcja pakistanskiego (islamskiego!) rawalpindi sa ruiny buddyjskiego miasta. ...a polska? my sie chwalimy zamkiem krzyzackim. ale wracajac do ej-jadidy... portugalczycy siedzieli tam od 1500 roku przez jakies 250lat. twierdza dosc dobrze zachowana i niestety w ogole nie restaurowana robi swietne wrazenie - no nie ma to jak europejczycy - mi sie tam podobalo bardzo. nie ma egzotyki ale jest za to jakis pomysl na calosc, szczegoly, zdobienia - czyli takie rzeczy ktore w maroku sa zazwyczaj tylko w palacach a nie w domach mieszczan czy fortyfikacjach. sa koscioly (np. taki jak ten na zdjeciu po lewej) ktore az zapraszaja do srodka - niestety pozamykane jak wiekszosc w maroku. no i glowna atrakcja dla ktorej warto tam przyjechac...cysterna! jak sie okazuje to nie tylko taki metalowy zbiornik postawiony na platformie kolejowej lub samochodzie. to rowniez nazwa zbiornika do gromadzenia i przechowywania (zazwyczaj) wody. Najczesciej cysterny sluzyly do gromadzenia deszczowki w krajach w ktorych nie za czesto pada i z woda jest problem. dzis oczywiscie jest to puste pomieszczenie, ale ma w sobie niesamowita moc. zrobilem tam chyba z 40 zdjec (podobno czesto jest ta cysterna wykorzystywana przez rezyserow zarowno reklamowek jak i filmow fabularnych, np orson wells; ja im sie nie dziwie, jest tam po prostu tajemniczo) punkt centralny cysterny: casablanca 11.02.2008 probowalem sobie jakos zdefiniowac, okreslic, na czym polega roznica miedzy afryka a europa - lub miedzy marokiem i polska? wlasciwie mozna i tu i tu znalezc podobne zachowania lub podobne problemy. roznica to chyba glownie ilosc tych zachowan i ogolne pozwolenie na nie lub tez wielkosc problemow. na przyklad: mozna czasami zobaczyc jak ktos przebiega przez obwodnice w trojmiescie, wtedy zazwyczaj podejrzewam takiego kogos o glupote lub szalenstwo. tu na obwodnicy co kilkaset metrow ktos przebiega miedzy samochodami i nikt nawet na tych ludzi nie trabi. obok nowych ladnych autobusow sa i stare, brudne, cale poobijane, ktore w miejsce wybitych szyb maja wstawione metalowe, lub tekturowe plyty. ale przede wszystkim bardziej widoczna jest bieda. slumsy po prostu mnie rozwalaja ilekroc jestem gdzies obok nich. ...czyli roznica to moze po prostu duzo wieksze kontrasty pod kazdym wzgledem? tak wyglada (tzn ja tak widze) sredni poziom w miastach - nie bogato i nie biednie, nie historycznie i nie wypoczynkowo - tak ...normalnie: a to kolejna parka porownan logo: casablanca 12.02.2008 dzis na niebie kilka chmur, bezwietrznie, w cieniu 21 stopni, a w sloncu nie do wytrzymania. w weekend bylo podobnie. w sandalach nikt nie chodzi, w kozakach za to czesto - dziewczyny oczywiscie (moda to potega). za to ciagle jeszcze widze ludzi w rekawiczkach - szczegolnie na rowerach. nie wiem jak szybko jezdza, ale chyba bardzo szybko skoro im zimno. w krotkim rekawie nie chodzi nikt poza przyjezdnymi takimi jak ja. mimo, ze prawie bez przerwy jest slonce, to popularny jest kolor czarny (w ciuchach kultury zachodniej, bo ubrania miejscowe sa w przeroznych kolorach). czyli podsumowujac - ja ich nie rozumiem. scenka wygladala tak: sobota, rabat -okolo 14:30... slonce wali potezna energie, a ja w tym czasie siedze na murku w cieniu i odwodniony ogladam jak tubylcy swobodnie sie poruszaja. i nagle zza rogu wychodzi ta dziewczyna (zdjecie). nie wytrzymalem i wyciagnalem aparat ....no bo to juz przegiecie bylo. skwar totalny a ona tak grubo ubrana. ps do scenki: pani jak zauwazyla ze jej zrobilem zdjecie to przestala sie usmiechac i chyba chciala mnie zamordowac - i tu mam taka teorie, ze jak by nie byla tak grubo ubrana, to by byla zadowolona ze zdjecia, a tak bylo jej za goraco i stad ten przyplyw niepotrzebnych emocji. casablanca 13.02.2008 praca, duzo pracy - slonce, palmy, cieplo i blekitne niebo za oknem... a ja pracuje - naprawde mam tu trudne warunki pracy. casablanca 14.02.2008 dzis 'walentynki'. maroko nie uleglo swiatowej ekspansji tego swieta i go nie obchodzi. w ogole nigdzie nic nie widac, ani kawalka walentynek. wlasciwie to zrozumiale bo swiety walenty jest dla nich malo swiety a przede wszystkim zbyt chrzescijanski. no ale myslalem, ze komercja ich dopadnie i serduszka wszedzie beda itd. ale twardzi sa...nic takiego nie ma. casablanca 15.02.2008 w przeciwienstwie do ogolnego smieciarstwa na jakies sie tu pozwala, to dworce kolejowe sa wzorcem czystosci. pewnie dlatego ze na noc sa zamykane i jest duzo sluzb kontrolujaco-czyszczaco-ochraniajacych. ladnie i nowoczesnie.
casablanca ma kilka dworcow na ktore rozklada sie ruch /w roznych kierunkach odjezdza sie z roznych dworcow/. wyglada i dziala to swietnie. to bardzo duze zaskoczenie, bo (stereotypowo patrzac) w tak wielkim miescie dworce zazwyczaj sa zbiorem tego co niefajne, nieladne, nieczyste i inne 'nie'
ale jak porowna sie ilosc linii kolejowych w polsce i w maroku to nie ma o czym mowic - tu jest wlasciwie jedna duza linia (fez-meknes-rabat-casa-marakesz) i kilka odnog (do tangeru, el-jadidy, asfi i granicy algierskiej). koniec. casablanca 18.02.2008
najbardziej poruszajacym zjawiskiem w krainie berberow sa kazby /znaczy sie takie twierdze/. czasami sa duze jak ta na zdjeciu, a czasami to po prostu siedziby rodow /czyli dobrze umocnione domki jednorodzinne/ wszystkie wlasciwie maja podobny charakter poprzez material z jakiego sa zrobione
- jest to tzw. 'pise': miszanka blota gliny i slomy (przez to kolor budynkow i ziemi jest nieomal identyczny)
po prostu niesamowite! z daleka kazby wygadaja jakby byly 100m wysokosci zamkami nie do zdobycia, jednak to zludzenie - male okienka w smuklych basztach i reszte dopowiada wyobraznia. w dodatku po wejsciu do srodka sprawiaja wrazenie jakby pierwszy deszcz mogl je zniszczyc.
styl takiej strzelistosci budowli zostal zachowany i wspolczesne budynki tez tak czesto wygladaja i tez sa zrobione z tego samego materialu i wlasciwie nie mozna
rozpoznac dobrze odrestaurowanej kilkusetletniej kazby od budynku 10-letniego. po dojechaniu na miejsce bylem bardzo spragniony wejsc do jakiejs zeby moc sobie wyobrazic jak tam sie zyje/zylo? pierwsza kazba na jaka trafilem to ait ben moro. stala zaraz przy drodze i po prostu musialem sie zatrzymac. wchodzac do srodka zapytalem ile kosztuje bilet
a pan odpowiedzial, ze nic. pomyslalem, ze ok i ruszylem na zwiedzanie. to byla mala kazba - odpowiednik jakiegos malego dworku szlacheckiego. swienie utrzymana, czysto. 'przewodnik' pokazal mi taras, pokoje ogrod. ladnie to wygladalo. surowo, prosto,
ale widac ze nie ma w tym przypadku. wszelkie nierownosci tych glinianych scian dodawaly tylko uroku. po wyjsciu zajrzalem do przewodnika
zeby sie dowiedziec dlaczego nikt nie chcial ode mnie pieniedzy co tu jest dosc normalne. okazalo sie ze to XIII-wieczna kazba przerobiona na hotel /na szczescie bez neonow i szyldow/ - naprawde fajny pomysl i fajna atmosfera. z gornych tarasow widac biale szczyty atlasu i polpustynne teren wokol - inny swiat. dziki, piekny swiat z mala perelka po srodku.hm, ...albo i ze sznurem perel, bo tych kazb duzo tam jest, choc nie wszystkie sa dobrze utrzymane. casablanca 19.02.2008 maroko (nieznacznie, albo moze wlasnie znacznie uogolniajac) mozna podzielic na dwie czesci: arabska i berberyjska. ta pierwsza zajmuje obszar od oceanu do gor, a 2a to gory i to co po 2iej stronie gor. rozny jezyk, styl budowy domow i czasami roznice w ubiorze, ale rowniez inny wyglad ludzi, no i przede wszystkim inna surowasza przyroda. pierwsze wrazenie gdy jedzie sie samochoodem po terenach gdzie wokol prawie nie zmienia sie krajobraz tylko gdzies w oddali widac gory, to monotonia. jakies zaskoczenie brakiem zmian w otoczeniu. jedyna atrakcja jest zakret drogi raz na jakis czas. jednak po pewnym czasie zaczyna sie rozrozniac odcienie i widziec subtelnosci barw. pieknie tam jest. jak na dodatek w koncu dojedzie sie do jakiejs kazby to juz sama przyjemnosc . bajkowy swiat jest u stop. dopelnieniem atrakcyjnosci sa oazy - obok rzek (ja bym to nazwal strumieniami co najwyzej) sa fragmenty zyznej ziemi. tam kwitnal teraz drzewa.
ciagle myslami jestem podczas minionego weekendu... zeby przebic sie na 'przedpole' sahary, to najlatwiej jechac droga z marakeszu do ouarzazate'y (dlugo nie moglem nauczyc sie tej nazwy...). bardzo dobrze utrzymana, ladna widokowo droga. wjezdzajac na przelacz Tizi'n Tichka mija sie duzo sklepikow/kramow z pamiatkami. jadac serpentynami w wielu miescach stoja sprzedawcy i zachecaja do zatrzymania sie. mozna kupic ceramike, jakas bizuterie jednak glownie rozne mineraly. nie znam sie na tym w ogole - po prostu mi sie podobaja takie rzeczy, wiec poprzygladalem sie. sa bardzo ladne i w niesamowitych ilosciach i odmianach. chwilami mialem wraznenie, ze skoro tego tyle sie sprzedaje to moze wystarczy pojsc 20m od drogi i podniesc z ziemi? sprzedawcy rzucali tylko nazwami tych kamieci a mi z uwagi na brak wiedzy nie pozostawalo nic innego jak tylko kiwac potakujaco glowa
![]() dowiedzialem sie od zaznajomionego, szczerego berbera, ze czasami te kamienie i krysztaly sa barwione zeby przyciagac wzrok i zadziwiac. i faktycznie jak jedzie sie samochodem to nawet wieczorem soczystosc kolorow az poraza. no i wlasciwie to nie wiem co widzialem? tzn, czy te barwione czy naturalne? przywiozlem sobie na pamiatke jednego bo nawet jesli to wyrob chalupniczy a nie naturalny, to jednak ciagle z krainy berberow. casablanca 21.02.2008 nie ma to jak rozmowy z tubylcami. okazuje sie ze tarasy, ktore sa tu nieomal na kazdym dachu domu sa w lecie czesto wykorzystywane. po prostu jak jest za goraco w ponieszczeniach to na dach sa wynoszone lozka i tam spedza sie noc. strasznie proste - strasznie fajne. casablanca 22.02.2008
co w maroku jest bardzo charakterystyczne? na pewno herbata - niesamowicie slodka - przeslodzona wrecz. ale za to ze swieza mieta /jakis inny gatunek niz ten ktory znamy/. jest tu bardzo popularna - wlasciwie w kazdej kawiarni mzna i herbate dostac. czasami dodawane sa jescze ... no wlasnei co? nie wiem, to chyba jakies przyprawy, ale smak dzieki nim jest bardziej urozmaicony.
a! i bardzo wazne - nalewa sie z duzej wysokosci zeby dobrze sie wymieszala. zawsze jest nachlapane, ale efekt super!
na zdjeciu wersja biurowa, ale styl tutejszy jest zachowany. casablanca 23.02.2008 raptem 100 lat temu (dokladnie w 1912r) hiszpania z francja dogadaly sie coby podzielic miedzy siebie maroko. po prostu zrobili rozbior: polnoc maroka plus kawalek sahary hiszpanska, a poludnie francuskie. oczywiscie zeby ladnie sie nazywalo to oficjalnie "panstwa te objely maroko protektoratem", a w praktyce weszly wojska i zaczely wprowadzac inne 'lepsze' prawo. w '56 roku maroko odzywskalo niepodleglosc. to co mnie zastanowilo to jak ludziom mozna w glowach zamieszac: general luis lyautey byl w pierwsych latach glowno rzadzacym w fransuckiej koloniii. niby nie mordowal na potege ale jak ktos sie buntowal za bardzo to wysylal wojska, wszelkie proby stworzenia jakiejs niezaleznosci lub niepodleglosci byly oczywiscie tlumione. jedynym plusem(?) jego dzialania bylo to, ze nie niszczyl miejscowych tradycji i historii - przy czym nie wynikalo to z jego humanitaryzmu , ale raczej z przeokonania kolonizatorow, ze kultura francji jest tak niesamowita, ze zostanie w pelni przejeta przez miejscowa ludnosc i z czasem doprowadzi to do checi pelnego zjednoczenia z francja (francuzi w swojej zarozumialosci potrafia byc niesamowici) no a marokanczycy tak go pokochali(?) ze po jego smierci zwloki sprowadzono z francji do rabatu gdzie uroczysci zostal pochowany. jakies jaja po prostu. casablanca 24.02.2008 repertuar w kinie w ktorym nie ma dubbingu i sa wyswietlane wersje oryginalne (dane z internetu po francusku - juz mam dosc tego jezyka): - Morgan Ahmed Morgan - Comedie (Egypte) - Code 36 - Drame (Egypte) - Yasmine et les hommes - Drame (Maroc) cos czuje, ze nie dam rady tu pojsc do kina. no chyba ze tak dla ogolnego spojrzenia na kulture, zeby zobaczyc jak ludzie reaguja na filmy, czy w ogole chodza do kina itp... casablanca 25.02.2008 zaznajomiony libanczyk powiedzial mi zaskakujaca rzecz. na moje stwierdzenie, ze maroko jest dosc wyluzowane i liberalne jak na muzulmanski kraj, on odpowiedzial, ze to pozorne bo na przyklad w hipermarketach w ktorych jest oddzielny dzial z alkoholami przechodzacy obok tych miejsc klienci podobno glosno wyrazaja swoj sprzeciw i oburzenie /tylko ze po arabsku wiec nie bylo mi dane nigdy zrozumiec/ tradycja jest ciagle silna. ojciec - glowa rodziny, nieomylny i decydujacy o wszystkim; kobieta oczywiscie ma byc pokorna itd. rozwinela nam sie na ten temat dyskusja i bylo wiele roznch przykladow. ludzie ktorzy studiowali w paryzu po prowrocie nie odnajduja sie w maroku bo sa juz pod wplywem cywilizacji tzw zachodniej, a tu na miejscu nie sa w ogole rozumiani. podobno kobietom jest wyjatkowo trudno - pierwotne muzulmanskie wychowanie nie jest wypierane przez liberalne podejscie. krol holduje zmianom, a opozycja - bardzo silna opozycja - ich nie chce. wniosek z naszej dyskusji: nadzieja w coraz wiekszej ilosci ludzi ksztalcacych sie we francji. a skoro o kobietach mowa... marokanczycy podajac na przywitanie reke zaraz potem ta reka klada na sercu co w wolnym tlumaczeniu oznacza 'szacunek' a w przyadku kobiet moze oznaczac 'Panie oczysc mnie' - roznica w wymruczanym slowie, ktore jest arabskie wiec i tak ciezko niewiernym je rozpoznac. casablanca 26.02.2008
maroko to panstwo nowoczesne (przynajmniej starajace sie takie byc), a casablanca jako mlode miasto tym bardziej, a ja uparcie unikam fotografowania mercedesow i szklanych domow i wlasnie tych objawow bogactwa i nowoczesnosci. zamiast tego znajduje takie szyldy i wyobrazam sobie jakie inny to jest swiat. dodam ze klataka schodowa wygladala jakby miala sie zaraz zawalic. chyba po prostu barwnosc tego swiata bardziej pasuje do moich wyobrazen i do zrozumienia skad sie ten narod wywodzi - w koncu kiedys byly tylko mediny i male wioski.
jednoczesnie ludzie mieszkajacy na 'starych mistach' (bo tam bylo robione zdjecie) sa bardziej autentyczni, nie sa kolejna wersja mody wszechswiatowej - zyja wlsnym skromnym zyciem i sa naprawde godni podziwu za umiejetnosc radzenia sobie w trudnych warunkach. widzialem taka scenke: pani 'arabka' taka cala w chustach z zaslonieta twarza, w rekawiczkach - no ani kawalka skory nie widac, idzie szybko ulica a z 2iej strony jakis jej kolega, znajomy wola ja... i tak sie zastanawiam: jak on ja rozpoznal? czy ona ma zawsze takie same kolory ubran? nie -nie sadze, wiec jak? a moze po prostu krzyknal imie i czekal czy sie odwroci? jest tu troche zagadek... casablanca 27.02.2008
jest w firmie taki maly pokoj - myslalem przez dluzszy czas, ze ludzie traktuja go jako miejsce gdzie mozna spokojnie porozmawiac przez telefon /mnie to nie dotyczy bo i tak nikt polskiego nie zna/. okazuje sie jednak, ze to miejsce gdzie pracownicy chodza sie modlic (badz co bardz trzeba piec razy dziennie zgodnie z zasadami)
inna sprawa, ze pracuje z samymi bezboznikami, bo malo kto do tego pokoju chodzi.
casablanca 28.02.2008 ruch samochodowy bardzo mnie tu bawi. trzeba byc czujnym, ale w nagrode mozna obserwowac niesamowite zachowania bardzo tu powszechne. kluczowy 'numer' to zakret w lewo na duzych skrzyzowaniach.
kierowcy staja obok siebie i skrecaja wlasciwie z kazdego pasa. jest wtedy za malo miejsca na srodku skrzyzowania i tworzy sie kolejka ale i szeroki szpaler samochodow gleboko ustawionych za os drogi w ktora bedzie sie skrecac. tzn jesli sa np trzy pasy, to obok siebie stoja cztery samochody (bo tu taka tradycja)
i gdy wszystkie skrecaja w lewo to do srodka skrzyzowania nie dojezdzaja cztery kolumny ale juz jakies siedem albo i osiem. wiec gdy juz moga jechac po przepuszczeniu ruchu w przeciwnym kierunku to jest za malo miejsca bo stoja 'jakby' na siedmiu pasach a przed soba maja tylko trzy. zaczyna sie wyscig - kto pierszy ten lepszy. walka! bardzo ciezko to opisac,
fotka troche to przybliza, no chyba ze ktos ma ochote to rozrysuje i opowiem z uzyciem modeli. o!
(ta dorysowana czerwona linia to przedluzenie prawego ograniczenia drogi, czyli wszystkie te samochody wlasnie jakims nadmiarowym lukiem pokonuja zakrety)a poza tym: jezdzenie w nocy bez swiatel, skrecanie bez kierunkowskazu lub nieskrecanie z wlaczonym kierunkowskazem. jazda na motorach bez kaskow. dzieci w samochodach bez fotelikow, oznaczenie pasow na ulicach i autostradach w ogole nie respektowane, swiatla na skrzyzowaniach traktowane dosc swobodnie. no i o czym wspominalem piesi ktorzy przechodza kazda droge bez wzgledu na ilosc pasow w dowolnym miejscu. casablanca 29.02.2008 fajna rzecz jaka mi sie tu podoba: juz po dwoch czy trzech wizytach w jakims sklepie czy knajpce sprzedawcy zapamietuja klientow - tzn mnie na przyklad - i przy kolejnym przyjsciu traktuja jak starego znajomego. i tak: mialem okres nalesnikowy tutaj i przychodzac do baru kucharz widzac mnie od razu podchodzil do 'patelni' i pytal tylko czy to samo czy dzis cos innego? w piekrni tak samo: na moje 'bonjour! slyszalem: 'bonjour! bagietka, ciastko i co jeszcze?' bardzo fajne. gdzies w atlasie 01.03.2008 polacy sa wszedzie. polacy chyba lubia podrozowac. pierwszego spotkalem w pociagu. 04.00 rano - wsiadam zaspany do pociagu, klade plecak na polke i slysze 'czesc'. krotka rozmowa i juz mamy wspolny cel, czyli gory. to byl polak z krakowa. potem byli nastepni. polacy z londynu /znak czasu/,
z poznania, lodzi i oczywiscie polacy z trojmiasta. i tak jak podobno polacy za granica zle siebie traktuja, to ci w gorach maroka byli naprawde fajni. no a gory? zdziwilem sie, bo myslalem, ze beda /z uwagi na swoja starosc/ bardzo pagorowate. tymczasem zobaczylem duzo solidnych, pionowych (choc czesto kruchych) scian. myslalem tez, ze snieg sie pojawi gdzies powyzej 3000m npm /w koncu to afryka/, a juz na 2400m npm bylo go pelno a powyzej 3000m byl solidnie zmrozony. i to wszystko bardzo, ale to bardzo ladnie wygladalo.... a skoro juz o sniegu mowa.... godzine drogi od Marakeszu /w ktorym temperatura w cieniu to 27stopni/ jest kurort narciarski. kolejka mozna wyjechac na wysokosc ponad 3tysiecy metrow i cieszyc sie sniegiem do woli ostatnia 'korporacyjno-globalna' parka i![]() gdzies w atlasie 02.03.2008
jebel toubkal 4167m npm - najwyzszy szczyt atlasu. najwyzsze szczyty zawsze przyciagaja. moge nawet nie byc ladne, a i tak bedzie duzo chetnych do wejscia na nie. w przypadku toubkala jest dosc smiesznie. jest on malo widoczny z dolin dojezdzajac od strony marakeszu (czyli najpopularniejszego kierunku).
w dodatku nie jest to jakis trudny technicznie szczyt wiec malo kto sie przygotowuje dokladnie sprawdzajac mozliwosci drog wejscia/zejscia, topografie itd. w efekcie po dojsciu do schroniska wiekszosc ludzi sie rozglada i szuka kogos z wiedza na temat kierunku w ktorym trzeba pojsc dalej. ale popularnosc miejsca jest bardzo duza wiec zawsze ktos pomocny sie znajdzie.
rotacja ludzi jest bardzo duza - mieszanka narodowosci. najmniej tubylcow, a najwiecej hiszpanow /ktorzy w ksiazce pobytu wpisuja 'katalonczycy' albo 'baskowie' - wpisu 'hiszpanie' nie bylo ani jednego!/ spotkac tez mozna wlochow, anglikow, niemcow, czechow itd - po prostu europa cieszy sie sniegami afryki.wychodzac wcale nie tak bardzo rano to juz przed poludniem mozna byc na szczycie - udalo mi sie to mimo moich trzech miesiecy spedzonych glownie przed komputerem gdzie obrastalem w wiedze niesamowicie tajemna ale jednoczesnie cofalem sie kondycyjnie. mozna zatem wyjechac z Casa w sobote rano, po poludniu byc juz w schronisku na 3000m npm a nastepnego dnia w poludnie na szczycie wiec jest jeszcze duzo czasu na zejscie dojazd do marakeszu i powrot nad ocean.... taki 4tysiecznik na weekend. na szczescie jednak kompletnie mi sie nie spieszylo i delektowalem sie gorami siedzac dlugo na szczycie a potem schodzilem i schodzilem specjalnie wydluzona droga. gdzies w atlasie 03.03.2008
ciekawostka: to tablica na schronisku - wlasciciel: fransuski klub alpejski z casablanca'i. to tak jakby niemiecki klub alpejski z gdanska byl wlascicielem schroniska nad morskim okiem. no mam wrazenie, ze w polsce bylby krzyk straszny o wyprzedawaniu dzidzictwa itp - w maroku jakos sobie z tym poradzili, acz wyglada to dla mnie dziwnie.
w czasie zejscia do cywilizacji spotyka sie wielu berberow chcacych sprzedac jakies pamiatki (ta mala na zdjeciu pomagala rodzicom w naganianiu klientow). 'normalnie', czyli jak jest jakis plan wyjazdu to odbiera sie ich jako dosc uciazliwych bo sa nachalni. jednak mialem szczescie nie spieszyc sie. wtedy jest zabawnie. sklepiki wygladaja jak zagospodarowane garaze - nie ma okien, szerokie drzwi na ktorych wisi duzo kolorowych dywanow, korali itp.
wszedlem do jednego z nich. od razu oferta wyladowala przede mna /doslownie, bo sprzedawcy rozlozyli dywany/ i wtedy powiedzialem szczerze ze nie mam pieniedzy ani ochoty nic kupowac tylko poogladac. gorale zaprosili mnie do tego ogladania i juz po kilku chwilach powiedzieli: "a moze chcesz wymienic te buty na cos?" i tak sie zaczelo - z czasem za kilka drobiazgow oddalem buty i spodnie; smiechu bylo duzo
bo oni nie wiedzieli caly czas czy ja mam cos na przebranie i czekali na rozwoj wypadkow - a ja zwlekalem z wyjeciem ciuchow na przebranie bo byly w lepszym stanie i bylem pewny ze beda woleli te z plecaka a nie te ktore chcialem wymienic. koniec koncow wszyscy bylismy zadowoleni - ja z tych malych pamiatek /ktore podobno byly tak drogie ze az starch, ale specjalnie dla mnie obnizyli cene ...ha-ha/,
a berberzy (berberowie?) z butow i spodni, ktore mimo ze w najlepszym stanie nie byly, to jednak w planach mialy byc wykorzystane do pracy "na roli", czyli OK. jedyna rzecz tego dnia jaka mi kazala isc szybciej, to rosnaca z kazda minuta temperatura - mimo sniegu na otaczajacych szczytach robilo sie coraz bardziej goraco i strasznie sucho. gdy w koncu dotarlem do cywilizacji, to obalilem z radoscia(!) przepyszna butelke prawdziwej i jakze niezdrowej ...pepsi marakesz 04.03.2008
temperatura 27 stopni C w cieniu naprawde mnie rozbraja. jesli tyle jest na poczatku marca to co musi sie tutaj dziac w czerwcu czy lipcu? najpierw byl sok z pomaranczy - potem kolejny sok, potem litr pepsi i litr wody. odwadnialem sie ale jakos chec zobaczenia kilku ciekawych miejsc marakeszu byla silniejsza niz potrzeba lenistwa i lezenia w cieniu.przez przypadek znalazlem mur palacu na ktorym siedzialy bociany - nasze bocki! naliczylem 36 sztuk. czy naprawde byly z PL to nie wiem, ale ze u nas mieszka 25% calej populacji to statystycznie 9 bylo naszych. a marakesz widziany po raz kolejny ciagle mnie bawil - nawet nieustanne targowanie sie o wszystko stalo sie fajne. otwartosc do handlu jest tam niesamowita - jak mowilem ze nie kupie nic bo nie mam pieniedzy to padalo pytanie "a moze chcesz wymienic aparat fotograficzny na cos? albo koszulke w ktorej jestes?" ...mam wrazenie, ze oni handel uznaja za dobra rozrywke /oczywiscie poza funkcja zdobywaniem srodkow do zycia/ casablanca 05.03.2008 jedna z pierwszych zabawnych rzeczy jakie zobaczylem po przyjezdzie do casablanca'i byl kot lezacy na wycieraczce przed hotelem - fajnie wygladal, bo nie przejmowal sie ludzmi i wszyscy zeby wejsc do budynku musieli go obchodzic. pozniej okazalo sie ze to jego ulubione miejsce. bylo mu miekko i cieplo i wszyscy traktowali go jak 'swojego'. ten sam kot znowu lezal na wycieraczce gdy wychodzilem na lotnisko - tradycyjnie obszedlem go. /prawdziwie klamrowa kompozycja pobytu w casablance/ potem pociag na lotnisko, ostatnia przepyszna marokanska kawa, spojrzenie na zielona trawe. juz po niecalej godzinie lotu samolotem bylo widac wybrzeze hiszpanii: ...co oznaczalo koniec polnocno-afrykanskiego wyjazdu. gdansk 08.03.2008 jestem w PL trzeci dzien...i obserwuje na sobie jak przyzwyczajenie jest wielka sila: w sklepie podchodzac do kasy z mlekiem i bulkami w reku zastanawialem sie ile ono jest warte bo zaraz bede musial sie tragowac. a wyjezdzajac z parkingu nie pojawil sie 'pan parkingowy' - bylem pewny, ze zaraz wyskoczy zza jakiegos samochodu inny aspekt: gdy wychodzilem dzis z mieszkania zastanawialem sie jak mam naladowac telefon skoro zaraz wylaczy sie prad /w pokoju hotelowym gdy wychodzlem cale zasilanie poza lodowka bylo odlaczane/ ... a PL to fajna jest tylko malo zielona... i truskawek nie ma i to juz jest koniec opisow marokanskich. bardzo mi milo bylo, no i nadal milo mi jest, widziec (w statystykach), ze ktos te moje zapiski czyta. zycie w PL jest powszechnie znane wiec opisywac go nie bede.(pojawily sie sugestie zeby opisywac rozne rzeczy z PL dla marokanczykow, bo to moze ich interesowac, ale az takiej mojej sympatii nie zdobyli) a wiec najblizsza przyszlosc tej strony to 'tylko' kolejne zdjecia.
Konkurs byl :)
siedem pytan - oto moje odpowiedzi (czyli te do ktorych porownywalem) 1. jak po arabsku nazywa sie Casablanca? - Dar-el-Baida, mozna taki napis czasami znalezc, ale baaaaardzo rzadko. wszyscy ktorych slyszalem mowia casablanca albo casa. to co prostsze i krotsze czesciej sie upowszechnia. 2. jaki znany wspolczesny aktor /rowniez holywoodzki/ urodzil sie w Casablance? - Jean Reno - ja sie zdziwilem jak sie dowiedzialem - podejrzewalem go o jakies zwiazki z hiszpania, a tu takie cos. 3 ile kilometrow w najdluzszym miejscu ma Casablanca? wg mnie 23km. i na pewno nie wiecej niż 29, bo wtedy już zaczyna się inne miasteczko. malo wg mnie - warszawa jest dluzsza, a o 3miescie nie wspomne. casa ma przeciez około 6mln mieszkancow - duze zageszczenie. a pytanie mi samo powstalo jak bylem na krancu miasta- po prostu za ostatnim domkiem byla przestrzen - wyrazny scisle okreslony koniec (lub poczatek) miasta 4. na ktorym stopniu szerokosci geograficznej polnocnej lezy Casablanca? - miedzy 33°30' a 33°38' - encyklopedie podaja ze 33°32' - jeszzce kawal drogi do rownika... 5. ile w przyblizeniu powstalo filmow z Casablanca w tytule? - IMDb podaje ze sa 23 filmy z uzyciem tej nazwy /albo 30 jesli brac pod uwage rozne smiale tlumaczenia tytulow/ 6. jak mozna przetlumaczyc nazwe Casablanca? - bialy dom oczywiscie - patrzac na medine to faktycznie wiekszosc jest biala (w przeciwienstwie do 'czerwonego' marakeszu, czy nieznacznie niebieskawego rabatu) 7. ile site'ow ma siec komorkowa Meditela w Casablance? w tej chwili jest 140 - docelowo powinno być jakies 350-400, czyli jest zdecydowanie za malo.... przez to praca wydawala sie nie miec konca | |