| tijuana - miasto pogranicza - kilka zapiskow po dziewieciu miesiacach pobytu |
|
________________________________________________________________________________________________ z przyczyn roznych znalazlem sie tu (lewy gorny rog mapki):
-tu jest: Najswiezszy wpis tijuana 27.12.2010 tijuana - miejsce bardzo specyficzne. jedno z najszybciej rozwijajacych sie miast w meksyku. jednoczesnie mam wrazenie, ze jedno z nielicznych tu miejsc pozbawionych wielowiekowej historii. po prostu tu jest granica - i ta granica uksztaltowala miasto. myslac o meksyku wiekszosc polakow wyobraza sobie gorace plaze pelne zieleni, gdzies nieopodal piramidy aztekow, meksykanina w sombrero na glowie, sieste poobiednia, itd - tymczasem tijuana przeczy wiekszosci z tych obrazow. jednak do tego dojdziemy... tijuana 28.12.2010 zima, koniec grudnia, ale w baja california sniegu oczywiscie nie ma. jednak okres swiat w kraju katolickim musial odcisnac sie silnie na wystroju miasta. pamietac trzeba, ze tijuana przylega do granicy za ktora rozciaga sie amerykanskie san diego - a kultura amerykanska to kultura nieustannych zakupow ze znaczacym pominieciem wartosci religijnych, rodzinnych, czy chocby nawet wypoczynkowych. zatem i ta komercyjna sila jest tu wielka. bo tijuana i san diego sa ze soba polaczone bardzo scisle. wiele rodzin meksykanskich mieszka po czesci w meksyku a po czeci w USA. wielu ludzi pracuje po jednej stronie granicy a mieszka po drugiej. ![]() pewna ciekawostka jest telewizja meksykanska w ktorej duzo bozonarodzeniowych programow rozrywkowych to wystepy na roznych scenach na poludniu kraju gdzie jest naprawde goraco i elemnt switeczny to dziewczyny w czerwonych bikini i czapkach swietego mikolaja skaczace po scenie. hmm... no jest tu po prostuinaczej. tijuana 29.12.2010 sam nie wiem kto wpadl na taki pomysl, ale bardzo mi sie to podoba: od 1999 roku w kazdym miescie granicznym meksyku i kazdym porcie oraz znaczacym historycznie punkcie kraju (mowimy oczywiscie o duzych miastach, duzych portach) stoi maszt z flaga panstwowa. ale nie jakis taki maly symboliczny - jest to kolos nazywany banderas monumentales. sa rozne modele ale zazwyczaj na maszcie wysokosci 50metrow powiewa flaga 14 x 25 metrow. robi to wrazenie. w przypadku tijuany nad dosc chaotycznym ukladem miasta jest ona czyms przykuwajacym wzrok. wlasciwie to juz daleko od granicy jadac autostrada w USA flaga meksyku jest wyraznie widoczna. w ogole w meksyku widac czesto flagi - skojarzylo mi sie to ze szwajcaia gdzie flage widzialem nawet na stodole. tu wlasciwie jest podobnie - meksykanie lubia swoja flage (jest np na facebooku 'stronka' pod nazwa 'najpiekniejsza flaga swiata' gdzie ogromna ilosc meksykanow wyrazila swoja radosc). tak wiec falgi mimo braku specjalnych swiat powiewaja na hotelach, domach prywatnych, czasami nad jakimis budowami... no popularne sa. natomiast jak jest powod prawdziwy - chocby miedzynarodowy mecz pilki noznej - to chyba co trzeci samochod na ulicy jedzie z flaga (bez wzgledu na to czy mecz byl wygrany czy przegrany :) ) tijuana 30.12.2010 kalifornia - zarowno ta amerykanska jak i dolna kalifornia, czyli ta meksykanska - ma zime. im dalej na polnoc tym bardziej dramatyczna. ale ze kalifornia to ogromna kraina to oczywiscie kazde uogolnienie bedzie dalekie od rzeczywistosci. kalifornia w USA ma jakies 1200km dlugosci z polnocy na poludnie. tak samo jest w meksyku. czyli 2400km wzdluz poludnika to niewatpliwie rozne temperatury i rozne opady. tijuana jest wlasciwie w srodku tego obszaru. tu zima w swojej ekstremalnej wersji to jakies 14 stopni w dzien i 6 w nocy. jak na moje wiosna. ale tu oczywiscie jest inne widzenie swiata. ludzie (nie wszyscy ale jednak) chodza w rekawiczkach, w czapkach, w baaaardzo cieplych kurtkach. sprawiaja wrazenie jakby naprawde tesknili za zimnem. tijuana 31.12.2010 rozmowa w sklepie: on: przyjechales tu na wakacje? ja: nie on (troche zaskoczony, wiec dopytuje dalej): ale jestes z san diego? ja: nie - mieszkam tu za rogiem on (z coraz wiekszym zaskoczeniem na twarzy): ale pracujesz w san diego? ja: nie - pracuje tu w Tijuanie on: jestes amerykaninem? ja: nie :) on (zupelnie nie moze sie juz pozbierac): skad jestes? ja: z Polski on (zdruzgotany odpowiedzia): ......z Polski? ......to co ty tutaj wlasciwie robisz? tijuana 01.01.2011 ha! 2011 - poczatek roku z ladna pogoda. slonce, cieplo - klimat to maja tutaj fajny. w lecie nigdy nie jest goraco (powietrze znad oceanu ochladza ten teren i dopiero jakies 30-40km w glebi ladu zaczyna sie prawdziwy żar; a zima - to taka polska wiosna - i przez caly rok bardzo duzo slonca; a minus? jest taki, ze przez brak deszczu wszystko trzeba podlewac bo inaczej sie zeschnie) tijuana 02.01.2011 po dziewieciu miesiacach wiele rzeczy potrafi znormalniec i juz kompletnie nie dziwi. wszystkie czy to drobne czy wyrazne roznice w mentalnosci, w kulturze staja sie naturalne. po prostu przyzwyczajenie. jest jednak rzecz, ktora mnie ciagle tu ...porusza (takie delikatne slowo uzylem, zle powinno byc cos mocniejszego): taxowki - a wlasciwie taksowkarze! sa dwie wersje zachowan. pierwsza, kiedy kierowca siedzi w samochodzie i ma do dyspozycji sygnaly swietlne i dzwiekowe. wyglada to tak, ze idac ulica kazda taksowka ktora akurat kogos nie wiezie trabi na przechodnia i mruga do niego swiatlami, potem zwalnia i czeka na reakcje. nie ma znaczenia dla tego kierowcy, ze przechodzien spaceruje, ze idzie w przeciwnym kierunku niz on jedzie, ze siedzi na pzrystanku czekajac na autobus - zasada mowi ze trzeba zatrabic wiec sie trabi. i to po kilka razy. naturalnym odruchem jest pokiwanie glowa "nie, dziekuje", ale taksowek jest wiele wiec w okolicach centrum trzeba by glowa kiwac caly czas. na poczatku myslalem, ze wygladam jak amerykanin wiec jestem lakomym kaskiem dla taksowkarzy, ale jednak nie. oni tak trabia na wszystkich. masakra. (kiedy pierwszy raz przeszedlem granice i znalazlem sie w san diego, uderzyla mnie cisza i spokoj na ulicy - ruch byl oczywiscie duzy ale nikt nie trabil. wspaniale) wersja druga, kiedy kierowca stoi obok swojego samochodu. jest tak najczesciej w okolicach przejscia granicznego. pada wtedy standrdowe pytanie: "Taxi, amigo?". niby milo i nie za bardzo nachalnie. ale...ale, Ci taksowkarze stoja obok siebie. czesto ze soba rozmawiaja w grupie. nie przszkadza im to jednak zapytac ot tak na wszelkie wypadek po raz kolejny, bo moze akurat klient zmienil zdanie w ciagu ulamka sekundy miedzy tymi pytaniami. czyli idac kolo nich slychac nieustanie dziesiatki identycznych pytan: "taxi, amigo?", "taxi, amigo?", "taxi, amigo?", "taxi, amigo?". i znowu na poczatku myslalem, ze grzecznie jest odpowiadac, ale to doprowadzone jest do absurdu trzeba by isc i nie robic nic innego tylko mowic: "no, gracias", "no, gracias", "no, gracias", "no, gracias". a co robia tubylcy? obojetnosc na twarzy i pelna ignorancja. wzrok i mysli gdzie daleko daleko. i to jest wlasciwy sposob, ktorego ciagle nie moge opanowac ciekawostka jest, ze to nie sa zachowania typowe dla kraju, lecz typowe dla Tijuany - w Mecico-city jest normalnie tijuana 03.01.2011 Tijuana to strefa przygraniczna - ma swoje inne prawa niz reszta kraju. na przyklad amerykanie moga przechodzic granice ze zwyklym prawem jazdy i jest to wystarczajacy dokument w calym miescie. gdyby ktos jednak chcial pojechac poza miasto to trafi szybko na jeden z wielu wojskowych punktow kontrolnych, ktire wlasciwie wyznaczaj granice tego swobodnego poruszania. wejscie amerykanow to tylko przyklad bo wlasciwie nikt na granicy nie jest kontrolowany. mozna przejsc calkowicie bez dokumentow i jest male prawdopodobienstwo ze ktos sie zainteresuje wchodzacym do meksyku inna miejscowa ciekawostka jest dwuwalutowosc. wlasciwie wszedzie akceptowane sa zarowno meksykanskie peso jak i amerykanskie dolary. w wielu sklepach wisi informacja o aktualnym kursie uzywanym przy placeniu (ktory zreszta niewiele rozni sie od rynkowego), kasy sa przystosowane do przeliczen tych walut i reszte mozna dostac po czesci w jednej a po czesci w drogiej walucie. pelny luz. trzeba tylo pamietac ze oznaczenie '$' zarezerwowane jest dla peso, a 'dlls' dla dolarow. proste? proste - ale czujnym trzeba byc non-stop bo jednak czasami symbol '$' oznacza tak jak w innych krajach wlasnie amerykanskie dolary.
|